27 lipca 2020

Nasze życie...

Książki, które bardzo dużo dobrego robią... :)

Z przyjemnością przeczytałam kolejną książkę Katarzyny Miller "Życie jest fajne" napisaną we współpracy z Małgorzatą Szcześniak.
Katarzyna Miller – psycholożka z kilkudziesięcioletnią praktyką terapeutyczną, autorka i współautorka wielu książek, poetka. Małgorzata Szcześniak - dziennikarka, nauczycielka, pedagog. "Życie jest fajne"- to wspaniała rozmowa kobiet ciekawych siebie, ludzi, świata. Dużo bardzo ważnych pytań i szczerych odpowiedzi... Dla kogo jest psychoterapia? Kiedy jesteśmy prawdziwie asertywni? Jak istotne w samorozwoju jest przyjąć prawdę? - i tę bolesną i tę "głaskową". Czym się różni trauma od kryzysu? Co to jest oświecony egoizm? I wiele, wiele innych...
Tematem tej pięknej rozmowy jest świadome życie... Jestem przekonana, że osoby zainteresowane poprawą jakości relacji ze sobą, z innymi i światem bardzo skorzystają na tej lekturze. Przede wszystkim jest naprawdę dla każdego, bo dotyczy naszej codzienności. A zatem, to do nas należy wybór i jeśli wybierzemy świadome życie, uczynimy je lepszym.
Chcę również polecić inne książki Katarzyny Miller, na przykład: "Zrób to kochanie", "Nie bój się życia", "Kup kochance męża kwiaty", "Męskie sposoby na damskie rozmowy", "Daj się pokochać dziewczyno!" (napisana z Joanną Olekszyk), "Instrukcja obsługi faceta", "Instrukcja obsługi kobiety", "Instrukcja obsługi toksycznych ludzi", "Jak się nie rozstać, a jeśli rozstać to jak?" (cztery ostatnie tytuły napisane we współpracy z Susan Giżyńską). Wszystkie, ale to wszystkie, wymienione wyżej książki czyta się doskonale.
T.D.

21 lipca 2020

Ciało i dusza

W obliczu globalnego problemu jakim jest pandemia, a co za nią idzie brak poczucia bezpieczeństwa, nieustanny lęk, o bliskich, o siebie....chcę zachęcić Was, Drodzy Czytelnicy, do przeczytania dwóch wpisów na blogach.
Pierwszym z nich jest tekst opublikowany 23 kwietnia 2020 r. "Ona z literą ż" Michała Szatiło, który prowadzi blog volantification.pl. Traktuje o... miłości. O uwielbieniu, szacunku, akceptacji, wzruszeniu. Przytoczę fragment tekstu: "...można pomyśleć, że skoro tak, to nie warto się starać. Ja jednak wolę myśleć, że warto zrobić, co się da, żeby było w porządku, nie dbając o to, czy przyniesie to założony efekt. Robię to w każdych okolicznościach, bo lepszego podejścia nie wymyśliłem." Wzruszyłam się... bo w tym praktycznym, prostym podejściu do życia z kimś ukryta jest... nadzieja. Dbajmy o nasze relacje, robiąc wszystko, co trzeba, by było dobrze, mniej martwiąc się o gwarancje na przyszłość, a bardziej zajmując się czasem "tu i teraz".
Kolejny tekst oraz krótki film, do ktorych przeczytania i obejrzenia chcę zachęcić, jest wpis z początku kwietnia psycholożki Agnieszki Zapart "Uziemienie" - czyli o tym, co w życiu najważniejsze" na blogu agnieszkazapart.pl. Tekst traktuje o tym, jak silnie umysł wpływa na ciało i odwrotnie. O tym, jak często dolega nam umiejscawianie swojego "Ja" tylko w głowie, w umyśle, zapominając o reszcie, zapominając o ciele. A ciało daje nam wiele sygnałów i tylko od nas zależy, czy zechcemy przestać je ignorować i nauczymy się korzystać z tego wspaniałego narzędzia do poprawy jakości życia. Otulić smutek, oswoić lęk, użyć złości, czerpać z radości... To wszystko pozwala lepiej odnaleźć się w środowisku, którego przecież jesteśmy częścią. Ugruntować się. Na końcu tekstu podano listę książek wartych przeczytania, jak również znajduje się link do 20-minutowego video o tym samym tytule.
Pozdrawiam serdecznie!
TD.

17 czerwca 2020

"Gdzie śpiewają raki"- książka, która Cię odmieni.



Nie sądziłam, że w swoim buszowaniu po książkach natrafię jeszcze na taką, która zmieni mój sposób patrzenia na świat.
Cieszę się, że tak się stało, ponieważ bardzo doceniam literaturę, dzięki której staję się bogatsza i szczęśliwsza, nawet jeśli nie są to genialne poradniki znanych trenerów personalnych.
Zwłaszcza wtedy.
"Gdzie śpiewają raki" to historia Kyi Clark, wrażliwej, inteligentnej dziewczyny, która od urodzenia zamieszkuje piękne i nieprzyjazne mokradła Karoliny Północnej. Jako kilkuletnia dziewczynka, pozbawiona opieki 
i bliskości, zdołała tam przetrwać, dzięki sprytowi, mądrości i zaufaniu 
do matki natury. Nieokiełznana przyroda stała się jej największym sprzymierzeńcem a ptaki i owady, które dziewczynka z pasją obserwuje, najbliższymi przyjaciółmi. 
Kłopoty zaczynają się, gdy na mokradłach zostaje znalezione ciało młodego mężczyzny z pobliskiego Barkley Cove. Mieszkańcy miasteczka z miejsca oskarżają o morderstwo dziką dziewczynę z bagien.

"Gdzie śpiewają raki" jest pulsująca rytmem natury opowieścią o potrzebie bliskości. Krajobraz mokradeł oglądany z perspektywy porzuconego dziecka, otwiera nam oczy na piękno, uświadamia jak ogromny wpływ może mieć na nas przyroda. Wszystko to wymieszane zostało z poruszającym wątkiem kryminalnym
i pasjonującą relacją z sądowego procesu.
Ta historia na długo zostanie w Twoich myślach, sprawi, że mocniej przytulisz się do natury i dostrzeżesz urok rzeczy najmniejszych.

"Gdzie śpiewają raki" to debiutancka powieść Delii Owens, znanej badaczki fauny i flory. Jej artykuły ukazują się na łamach wielu czasopism, 
jest współautorką trzech książek z literatury faktu, opisujących jej prace badawcze na terenie Afryki.


9 czerwca 2020

Bad decisions make good stories :)




Czy miałaś / miałeś kiedyś taki dzień w pracy, który zapamiętasz do końca życia? Ja miałem. Pierwszy rok pracy, okolice świąt Bożego Narodzenia. Z bratem, który przyjechał do domu na ten czas, obejrzeliśmy stare zmagania polskiego klubu w Lidze Mistrzów. Odległe lata 90-te, gdy nie lały nas drużyny z Estonii. Wracam do roboty. Dzień zbliża się do końca. Nagle staje przede mną człowiek, którego twarz widziałem bardzo często w te świąteczne dni na ekranie komputera, ale przecież… to niemożliwe! Co gwiazda futbolu robiłaby w bibliotece? Gdy wypożyczał książki wszystko stało się jasne. On nie jest podobny, to po prostu… on. Krótka rozmowa, zdjęcie, autograf. A gdy okazał się stałym klientem zaproponowałem spotkanie otwarte dla czytelników. Wszystko było dogadane, ja przygotowany, termin ustalony. Pozostał do spełnienia jeden warunek… Otóż w piłce nożnej zmiana miejsca pracy następuje bardzo często, więc jak nie zwolnią… Zwolnili. Nasz niedoszły gość z powodzeniem pracował w zupełnie innej części naszego kraju, a ja zostałem z niezadanymi pytaniami, wolnym terminem, no i z numerami telefonów do osób, które na ulicy nieśmiało poprosiłbym o autograf.

Jakaś dziwna aura panuje wokół zawodu bibliotekarza. To taki ktoś, kto podaje książki lub wstawia z powrotem na półkę. Nieraz mnie pytano czy może czytam tam książki. Często wychodzi się z założenia, że na pewno znam ich całe mnóstwo, więc skutecznie doradzę zarówno kryminał, jak i harlequin oraz wskażę najlepszy tekst Artura Bartelsa.

Tymczasem zawód bibliotekarza na przestrzeni lat uległ znaczącym zmianom. Obecnie biblioteka to miejsce realizowania bardzo różnorodnych działań, w których czasem wręcz trzeba sobie przypomnieć, że koniec końców mamy coś wspólnego z książkami. Biblioteka może być też miejscem realizowania pasji albo powracania do nich. W końcu w moim CV widnieje kilka lat owocnej pracy dziennikarskiej przy sporcie. Redakcja i portal się rozleciały, ale niektóre z wywiadów jeszcze tu i ówdzie krążą po sieci. Inne ma mój pendrive.

Nie wypaliło ze sławnym piłkarzem, ale czy na pewno wszystko stracone? Tak zrodziła się idea cyklu pod nazwą „Salon Sportu”. Ku mojemu zaskoczeniu środowisko sportowe okazało się bardzo otwarte na tę nową formułę. I tak od słowa do słowa okazało się to możliwe do zrobienia. By jednak pole możliwości zwiększyć poszukaliśmy środków projektowych. Nie wszyscy widzą w tym potencjał dla kultury i bibliotek – choć według mnie to doskonała droga do biblioteki. Ale w końcu pojawiło się zielone światło z programu „Partnerstwo dla książki”. A później pojawiło się pomarańczowe przez epidemię. Dlatego może w ograniczonej formie, często w wersji online, ale Salon Sportu zainauguruje swoją działalność w ramach projektu „W świetle jupiterów – wielki sport w małej bibliotece”.

Partnerami będą akademie dziecięco-młodzieżowe z różnych sportowych dyscyplin: piłka ręczna, piłka nożna, judo, karate, futsal. Ponadto chcemy poruszyć tematykę paraolimpijską, więc zaprosiliśmy także stowarzyszenia działające na rzecz osób z niepełnosprawnością. Ale bez reklamy nie ma nic – a przecież nie każdy kibic futbolu zagląda na fanpage lokalnej biblioteki. Stąd partnerstwo medialne sport.egit.pl, stomil.olsztyn.pl oraz wama-sport.pl wraz z ogromnym wsparciem merytorycznym. I tym cudownym sposobem w Ostródzie pojawi się „Salon Sportu”. Cykl spotkań o sporcie, o różnych jego aspektach. Gośćmi sławy różnych dyscyplin i różnych obszarów realizowania się w sporcie – dziennikarze, sędziowie, pisarze, działacze, wreszcie zawodnicy. Chciałbym jednak, aby chodzenie na „Salon Sportu” (lub jego oglądanie w necie w dobie pandemii) stało się po prostu modne – nie idę dlatego, że przyjechał facet z okładki „Przeglądu Sportowego”, ale chodzę na „Salon Sportu”, bo mi się to podoba. Chcę byśmy przestali na sporcie się „znać”, ale byśmy faktycznie się na nim znali. Do tego potrzebna jest rozmowa na różne tematy z fachowcami, a nie tylko gapienie się w telewizor albo – przepraszam – darcie japy na sędziego i trenera podczas meczów. 

A dlaczego to doskonała droga do biblioteki? Otóż, mamy kibiców sportowych prawie tylu, co obywateli. Obecnie bardzo na topie są książki o tematyce sportowej. Ja po raz pierwszy z tym „nowym gatunkiem” spotkałem się, gdy wpadła mi w ręce książka „Szamo”. Naśmiałem się, poznałem sporo kulis, fajnych historii, ale… stężenie pewnego rodzaju słownictwa i natura przytaczanych historii raczej nie stanowią dobrego wzorca (i nie jest to uwaga do Pana Grzegorza Szamotulskiego, po prostu tak to w jego oczach wyglądało i to też pozwala postawić wiele istotnych pytań o naszą piłkę kopaną). Później były inne. Obecnie stały się bardzo popularne, rocznie wychodzi ich cały szereg. Powstało nawet wydawnictwo SQN, które w tym rodzaju literatury się specjalizuje i którego pracą także się wspieram w działaniu. Po taką książkę sięga wiele osób, które po żadną inną by nie sięgnęły. A jak już sięgną po taką… a jak już przyjdą do biblioteki, bo akurat taka jest promowana przez kogoś znanego… Gości dobieram tak, aby faktycznie pokazać, że jest kogo w tym środowisko stawiać za wzór i stereotypy na temat sportowców są tak samo nieprawdziwe, jak te o pracy bibliotekarza.



No i – krótko mówiąc – tak to się zaczęło. A w zasadzie zacznie! Jak długo będę chciał się w to bawić, to pewnie zależy od efektywności tych działań, a mówiąc bardziej precyzyjnie – od Państwa. Jeśli będziecie śledzić działania projektowe online, a gdy będziemy działać z publicznością to przyjdziecie i dacie wiadomość innym – może wyjść coś bardzo, bardzo fajnego. A jak ważny społecznie jest sport pokazuje nawet obecna sytuacja, w której powrót na boiska naszych ligowców, tak często przez nas dyskredytowanych, stał się wielkim wydarzeniem, zyskującym międzynarodowy rozgłos. I odtąd w wielu innych krajach oglądają polską ligę. A wy tych naszych sportowców będziecie mogli spotkać… w swojej bibliotece! 

Zachęcamy do polajkowania na twitterze i facebook’u. Systematycznie będziemy odkrywać karty ;).

28 kwietnia 2020

Praca w bibliotece w czasie pandemii

Obecna sytuacja związana z pandemią koronawirusa zmusiła nas wszystkich do zmiany codziennych przyzwyczajeń. Jedną z kluczowych spraw do rozwiązania jest możliwość wykonywania pracy, którą do tej pory wykonywaliśmy poza domem. Wiadomo, że praca zdalna wiąże się nie tylko z posiadaniem odpowiednich warunków (stanowisko, sprzęt), ale przede wszystkim z właściwym zaplanowaniem zajęć, które możemy zdalnie wykonywać. Mimo zamkniętych drzwi pracujemy i jesteśmy dla swoich czytelników w pełnej gotowości. My też przeszliśmy  na zdalny tryb pracy i wszelkich informacji udzielamy drogą telefoniczną, mailową oraz za pośrednictwem mediów społecznościowych. Oczywiście nie wszystkie sprawy da się załatwić zdalnie, ponieważ nie mamy na domowych komputerach  wszystkich niezbędnych do pracy programów, dlatego przychodzimy do biblioteki również w systemie dyżurującym. My więc nie próżnujemy i wykonujemy prace, na które do tej pory nie było czasu. Porządkujemy księgozbiór, okładamy wszystkie książki, ubytkujemy zniszczony księgozbiór.
Koleżanki, które pracują z dziećmi podczas warsztatów i lekcji bibliotecznych, odświeżają scenariusze zajęć. To jest bardzo dobry czas, żeby uporządkować myśli i poszukać nowych inspiracji.
Na bieżąco robione są też zakupy nowości wydawniczych do wypożyczalni. Wprowadzamy zakupione książki do naszej bazy w systemie bibliotecznym MAK. Oklejamy wprowadzone do systemu książki kodami kreskowymi, nadajemy sygnatury...
Dokonujemy codziennego przeglądu prasy lokalnej w poszukiwaniu wiadomości dotyczących naszego powiatu, które są następnie kserowane bądź skanowane i zbierane w specjalnym segregatorze.
Czytelnicy MBP mogą korzystać z platformy wirtualnej czytelni Legimi bezpłatnie z domu i urządzeń mobilnych. Aby uzyskać dostęp, należy wysłać e-mail na adres poczty elektronicznej naszej biblioteki, w tytule wpisując numer karty bibliotecznej. Po weryfikacji, czy dana osoba jest czytelnikiem naszej biblioteki, wysyłamy e-mail zwrotny z kodem dostępu do Legimi.
Pomyśleliśmy także o kwiatach w całej bibliotece. Teraz jest czas, by się nimi zająć. Otrzymują nowe, większe donice, świeżą ziemię i nawóz, by cieszyły oczy odwiedzających po ponownym otwarciu biblioteki.
Na koniec jednak najważniejsze! Czas zamknięcia biblioteki wykorzystaliśmy do przeprowadzenia skontrum, czyli inwentaryzacji całego księgozbioru. W czasie takiego przedsięwzięcia koniecznym staje się zamknięcie biblioteki dla czytelników. Przeprowadzenie skontrum trwa zwykle 3-4 tygodnie. W związku z kwarantanną zdecydowano przeprowadzić go teraz. W czasie skontrum trzeba sprawdzić, czy liczba książek w księgach inwentarzowych zgadza się się ze stanem faktycznym. Trzeba też sprawdzić wszystkie książki na regałach. W tym celu brana do ręki jest każda książka i sprawdzana, czy dane zgadzają się z zapisem w inwentarzu, czy egzemplarz posiada właściwy kod oraz czy nie ma wewnątrz jakichś uszkodzeń (np. czy nie brakuje stron). Mamy nadzieję, że ta informacja uzmysłowi czytelnikom ogrom wykonywanej obecnie pracy, tym bardziej, że nasz księgozbiór liczy kilkadziesiąt tysięcy.
Tak więc czas epidemii to okres pracowity dla bibliotekarzy. Nie zwalniamy tempa. Podsumowując: zamawiamy online i zakupujemy w księgarni nowe pozycje wydawnicze i opracowujemy owe nowości, usuwamy pozycje zdeaktualizowane, porządkujemy dary otrzymane  od naszych czytelników, porządkujemy magazyn, piszemy projekty na ciekawe wydarzenia, przygotowujemy wystawy, które, mamy nadzieję, już wkrótce zaprezentujemy naszym czytelnikom.
Nie możemy się doczekać spotkania z Wami, naszymi wiernymi czytelnikami.

     Mariola

27 kwietnia 2020

Unikatowy zbiór słów





"Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy".Tekst:Grażyna Plebanek, ilustracje: Marta Frej. Książka została wydana przez wydawnictwo Agora w 2019 roku.
Czy da się określić "nienazwane" stany duszy?
Da się, ta książka to udowadnia -  czerpiąc z różnych stron świata różnorodne słówka i bawiąc się nimi.
To zbiór czterdziestu "wyłuskanych", jak sama autorka je określa, słów, pochodzących z różnych kultur, "wpleciony w rodzimą wełnę", w naszą polską mentalność, obyczajowość, nasz język. Odnosząc się do literatury, filmu czy codziennego życia, wprowadza w rozumienie i sens tych słów.
Oczekuje od nas, czytelników, że przyjrzymy się im uważniej, tak jak czasami oglądamy wyłuskane ziarnko orzecha. Czy na pewno jest dobre? Czy będzie nam smakowało? Prowadzi nas przez ten zbiór w sposób bardzo wdzięczny, prosty i uroczy, pełen pozytywnej energii i budujący, oddając jednocześnie szacunek innym kulturom. A my, czytając o tych słowach, nie nudzimy się    i zaczynamy szukać swoich "ulubionych", tych, co najlepiej smakują.
Tak, ja znalazłam w tym zbiorze kilka "ulubionych". Na pierwszym miejscu postawiłabym japońskie słowo „wabi-sabi” (siła niedoskonałości). Tłumacząc je najprościej, to akceptowanie niedoskonałości; to świadomość, że nic nie trwa długo, nic nie jest skończone, nic nie jest idealne, ani świat, ani my sami. Akceptowanie przemijania, tego, że życie jest ruchem, zmianą, że jesteśmy wpisani w cykl przemijania i odradzania się.
Ujęło mnie też inne japońskie słowo: „Boketto” (moc gapienia się). "Niektóre głowy umieją się same przewietrzać i zawieszać, kiedy mają dość". Podejmę próbę i będę praktykować tę "umiejętność wstrzymywania myśli".
Czy greckie słowo „meraki” (wełna miłości) - to robienie czegoś z miłością, oddaniem, uwagą? Tak, to np. rękawiczki uszyte przez tatę autorki "metodą ścisłej fastrygi" - do dzisiaj nie widziałam piękniejszych". Włożenie w zrobienie czegoś serca i duszy.
Mój wybór "ulubionych" słów zamknęłabym słowem „ubuntu” (ja czyli my), pochodzące z grupy południowoafrykańskich języków bantu. "Że nawet, jeśli uważamy się za wyspy, to tworzymy archipelag”.
"Uzupełniamy się, słowo, rozmowa, bezinteresowna pomoc - zbliża". Autorka słusznie zauważa, że to słowo jest bardzo ważne, zwłaszcza w naszych czasach: "to lekarstwo na rasizm, nacjonalizm, indywidualizm ".


Cały ten unikatowy zbiór słów świetnie uzupełniają ilustracje Marty Frej, dopełniają go obrazem.
Zachęcam innych do przeczytania tej książki i poszukania swoich "ulubionych" słów w tym wyjątkowym zbiorze.

Książka dostępna jest w naszej bibliotece i na platformie LEGIMI.

Ag.


15 kwietnia 2020

Obrazki z Rosji


 Książka Jeleny Kostiuczenko „Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji”


Książka podzielona jest na pięć części. Ta szeroka opowieść o współczesnej Rosji jest zbiorem reportaży dziennikarki śledczej niezależnego pisma „Nowaja Gazieta” – tego samego, w którym pracowała zamordowana w 2006 roku Anna Politkowska. Kostiuczenko idzie w jej ślady, oddając głos tym, których inni boją się wysłuchać. Młoda dziennikarka (rocznik 1987) nie przeprowadza wywiadów przez telefon, nie pisze zza biurka.    
Z determinacją zbliża się do tych (wcielając się w różne role społeczne i zawodowe), od których wszyscy inni, na czele  z władzami, się odwrócili. Dzięki temu czytelnicy poznają historie osób, które łatwo osądzać i którymi najczęściej w Rosji się pogardza. Kostiuczenko nie osądza. Zawsze oddaje głos swoim bohaterom. 
Reportaże nie są długie, a ich konstrukcja jest przemyślana, zwarta i spójna.

Lektura reportaży jest wstrząsająca – zwłaszcza, że historie, o których mowa, podane są na ogół beznamiętnie, z dokumentalną powściągliwością. Historie o ciemnych stronach codzienności w Rosji. Oto niektóre z nich.
Dziennikarka relacjonuje, jak spędziła dobę z narkomanami – tymi, którzy „jutro umrą”. Opisuje, jakie śmiertelne żniwo zbiera narkotyk biednych w Moskwie, czy Petersburgu – „krokodyl”. Z empatią podchodzi do tych ludzi, którzy często nie zdają sobie sprawy, że na nią, jak każdy, zasługują i nie ocenia. Ale jej słowa mogą uderzać w czytelnika: „Za tydzień jedno z nich umrze: w nocy, we śnie zatrzyma się serce. Drugie wbrew wszystkiemu spróbuje pójść na detoks i się uratować. A imiona ich nie są istotne, bo wam tak naprawdę jest przecież wszystko jedno”.
Opowiada o konflikcie rdzennych mieszkańców Syberii z nafciarzami, czy górnikach, którym od miesięcy nie wypłacano pensji i rodziny żyją na granicy nędzy. Kto o nich się martwi?! Na pewno nie państwo.
Bulwersujące są historie o losach rosyjskich żołnierzy; jak niszczy ich psychicznie fala w wojsku. Autorka przedstawia żołnierzy, którzy rzekomo na ochotnika zgłaszają się do udziału w konflikcie w Donbasie.
Wcielając się w rolę stażystki, autorka daje obraz skorumpowanej drogówki i służb śledczych. Fałszowanie dowodów, niewyobrażalne łapówkarstwo, przemoc. I bezkarność mundurowych. Niewiarygodne!
Dziennikarka odwiedza ruiny szpitala, w których żyją niedoszli samobójcy, odszczepieńcy, wariaci. Pokazuje codzienność mieszkańców hotelu robotniczego, rozpadającego się, gdzie jego mieszkańcy żyją w warunkach urągających ludzkiej godności, a lokalna administracja nie robi nic.
Kostiuczenko poznaje świat prostytutek, które za marne pieniądze, w przydrożnym baraku, zaspokajają tirowców, policjantów, polityków.
Najbardziej chyba poruszające są opowieści rodziców dzieci zamordowanych 
w masakrze w Biesłanie oraz tekst o ostatnich żyjących bohaterach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Nie mają dla Kremla osobowości ani twarzy, żyją w zapomnieniu i biedzie przez cały rok, tylko  9 maja przypominają sobie władze o ich istnieniu. A ci są tak nauczeni szacunku do ojczyzny i władzy, że nawet łzy, ocierane ukradkiem ze wstydem, i poczucie krzywdy, jawią się im jako niewłaściwe, „nie na miejscu”.
Historie opowiedziane na kartach książki chwytają za serce, wzruszają lub bulwersują. Większość  z nich jest przede wszystkim przygnębiająca. „Życie jest ciężkie. Rozejrzyj się. Kto tu jest szczęśliwy? Nie ma takich” – stwierdza jedna ze sprzątających moskiewskie ulice sprzątaczek.
Tym, co wyróżnia książkę, nie jest przekrój tematów, ale to, w jaki sposób autorka do nich podchodzi. Faktycznie poznaje się zagadnienia, a nie moralizatorskie przesłanie zgorszonego dziennikarza. Poprzez historie pozostawionych samym sobie ofiar politycznych rozgrywek czy bezlitosnego systemu Jelena Kostiuczenko pokazuje prawdziwą rosyjską „czarnuchę” – ciemne strony życia, naznaczone przemocą, bezprawiem i wykluczeniem, z którymi mierzą się obywatele kraju „siłowików”, oligarchów i byłych agentów. Historie Rosjan, o których Kreml nie chce wiedzieć, bo nie pasują do propagowanego obrazka pozłacanego imperium.
Książki nie czyta się jednym tchem;  raczej jest to opowieść, którą się dozuje, bo nie sposób przyjąć tyle bólu i cierpienia.
Fani reportażu dostają porządny kawałek rzetelnego dziennikarskiego warsztatu.

Mariola

Książka dostępna w Legimi. 




3 kwietnia 2020

"Szafa" Olgi Tokarczuk.




Dlaczego akurat opowiadanie Olgi Tokarczuk?
Wiedziałam, że jej książki to "wyzwanie intelektualne"      i bałam się, że powieść mnie pokona, stąd wybór krótszej formy. Wybrałam zbiór trzech opowiadań wydanych pod wspólnym tytułem "Szafa".
Jako dziecko często spędzałam wakacje u babci na wsi w starym domu. Bardzo lubiłam ten czas i ten dom - zawsze  dla mnie przyjazny i życzliwy. Najfajniejszym miejscem do zabawy był wtedy strych, gdzie stała olbrzymia stara szafa, skrywająca w sobie "skarby", stare ubrania, buty, niepotrzebne nikomu już rzeczy. Czas mijał, dom się zmieniał; podczas kolejnego remontu nie znaleziono miejsca dla szafy. Moja babcia pamiętała, że lubiłam tę szafę i uratowała dla mnie jej "kawałek" - tłoczoną drewnianą gałkę z zamkiem; stoi teraz u mnie ta cząstka na honorowym miejscu.
Przypomniałam sobie ten czas i tę szafę, czytając opowiadanie Olgi Tokarczuk "Szafa". Poznajemy w nim parę bohaterów, małżeństwo, które kupuje do swojego  "nowego"  starego mieszkania starą szafę: „miała dwoje drzwi ozdobionych roślinnym ornamentem a trzecie były przeszklone”. Zastanawiają się, czy będzie pasowała do pozostałych mebli. Nocą szafa śni się kobiecie i od tego momentu patrzy ona na nią inaczej, nie tylko jak na mebel, zwykłą rzecz.
"Szafa" Olgi Tokarczuk to dla mnie "czas", "przestrzeń", pewien rodzaj "przejścia", "stan ducha".
"Przestrzeń "- absolutnej ciszy, "w której wszystko jest zawieszone jak dekoracje na wystawach sklepów", cisza dająca szczęście, "ponieważ byliśmy wszędzie nieobecni". Przestrzeń, gdzie zacierają się wszelkie granice, np. pomiędzy tym, co męskie, a co kobiece, czy coś jest gładkie czy chropowate, dalekie czy bliskie, obce czy swojskie, gdzie nie ma znaczenia, jaka jest pora dnia, pora roku czy rok, zawsze jest "aksamitnie" i można "karmić się własnym oddechem". "Czas", który - "jest obcy a jednak coś przypomina ", coś tak znajomego, tak bliskiego.
To "Przejście" do innej czasoprzestrzeni, lepszej od otaczającej nas rzeczywistości.
Teraz na moją szafę z dzieciństwa spojrzałam inaczej, nie tylko jak na piękny stary mebel, w którym mogłam odkryć "skarby" i który zawsze będzie mi się kojarzył z babcią i "tamtym czasem", ale jak na "przejście" do innego duchowego wymiaru, czasu absolutnego szczęścia i harmonii ". Zostało mi jednak wspomnienie, którego nikt nie może mi wydrzeć", nawiązując przy okazji do poruszającej baśni Andersena o Imbryku, o której wspomina Olga Tokarczuk w Czułym narratorze.
To wspomnienie zawieszone gdzieś w mojej pamięci jest dla mnie jak ubranie ściągnięte z wieszaka wyciągniętego z głębi szafy, trochę zapomniane i na nowo odkryte. Nakładam je i wiem, że zawsze będę się w nim dobrze czuła.
Pisałam ten tekst dużo wcześniej przed tym, co dzieje się teraz na świecie i co dotyczy każdego z nas. Przed czasem strasznej niepewności, przed czasem koronawirusa (covid-19). Chciałabym, żeby ten czas już minął, żebym mogła odłożyć to wspomnienie na jednym z wieszaków i "zawiesić" go głęboko w szafie. I nawet kiedy przypadkowo kiedyś na nie trafię to... zastanowi mnie ono i zasmuci.

                          Ag.

27 marca 2020

"Koronawirusowy reset ustawień" – to tytuł najnowszego wpisu Michała Szatiło na blogu o eleganckiej nazwie Volantification. Autor jest z wykształcenia prawnikiem (specjalizacja – reklama), a zawodowo zajmuje się marketingiem internetowym. Blog istnieje od 2010 roku a tematyka wpisów dotyczy pasji do pisania i opowiadania historii, jak również traktuje o strategiach biznesowych z zakresu budowania marki i szeroko pojętej sprzedaży.
Motywacja, rozwój osobisty oraz budowanie w życiu prywatnym i zawodowym zdrowych relacji to główne tematy poruszane na blogu. Michał Szatiło – Volant - jest również autorem trzech książek: "Sex catcher" – traktującej o świadomym budowaniu relacji damsko-męskich, "Piaty poziom" oraz Projekt przyszłość" – o efektywności w życiu.
Zarówno treści na blogu jak i książki czyta się dobrze, autor jest bezpośredni, czasem nawet bardzo, czasem nawet bardzo dobrze, że taki jest.... bo o wielu sprawach w życiu trzeba mówić/pisać mocno :)
A co do najnowszego wpisu....jakże aktualny temat! Temat, który dotyczy nas wszystkich. Każdego w inny sposób. I każdego w taki sam.... bo...zmiana, która w nas nastąpi jest pewna... Co się stanie, gdy przyjmiemy do wiadomości - "że bezpieczeństwo to tylko piękne złudzenie"?
Chcąc pozostać w duchu optymizmu zacytuję "W każdym razie, mówi się, że ciężkie czasy tworzą silnych ludzi. Życzmy sobie tego, żebyśmy stali się trochę silniejsi" i jeszcze byśmy częściej zadawali sobie pytanie - kto i co jest dla mnie ważne?

Z serdecznymi pozdrowieniami!
T.D.