18 września 2018

Ach! - te relacje!


Szeroko pojęte relacje - oto treść następujących tytułów: „Kocha lubi zdradza” Esther Perel, „Kup kochance męża kwiaty” Katarzyna Miller, „Instrukcja obsługi kobiety” oraz „Instrukcja obsługi faceta” Katarzyna Miller i Susan Giżyńska. Gorąco zachęcamy do lektury!

„Kocha, lubi, zdradza” - to kolejna, po bestsellerowej „Inteligencji erotycznej” (przetłumaczonej na dwadzieścia cztery języki) doskonale napisana książka Esther Perel. Autorka – doświadczona psychoterapeutka, trenerka, wykładowczyni i pisarka od wielu lat zajmuje się terapią par i związków. Podjęła się analizy trudnego tematu jakim jest zdrada podkreślając, że nie ma jednej prawdy obiektywnej i pomimo łatwości, z jaką obecnie można zakończyć związek (odejście, rozwód) skoki w boki były, są i będą. Już na początku książki wyraźnie zastrzega, że niepotępianie zdrady nie oznacza pochwalania jej, oraz, że zrozumienie jej przyczyn nie jest usprawiedliwieniem. Zaznacza, że warto zgłębić ten trudny temat, bez etykietowania, co jest trudne, ale na pewno możliwe. Bardzo ważne, by widzieć niewierność nie tylko z perspektywy spustoszenia jakiego dokonuje, bo zwyczajnie nie jest to pomocne i stanowczo spłaszcza temat. „Całościowe potępienie romansów zbyt łatwo odciąga naszą uwagę od ważnych spraw, które się za nimi kryją.”
Dlaczego zdrada tak bardzo boli??? Boli, ponieważ zbyt często negocjujemy własną wartość, liczymy na to, że jedyną przestrzenią, gdzie kończymy to ocenianie, jest miłość, czyniąca z nas zwycięzców, jedynych...subiektywnie zatem odczuwamy utratę wartości. Boli również dlatego, bo od przeszłości oczekujemy tego, by była pewna; stąd tak powszechne u wielu osób poczucie unicestwienia w momencie doświadczenia zdrady. A ludzie zdradzają z wielu powodów.... ”Jeden wątek powtarza się jednak regularnie: romans jako forma zwiększenia samowiedzy, poszukiwanie nowej (lub utraconej) tożsamości.” Romans jest zatem często kryzysem tożsamości, przyrodzonym nam ludziom pragnieniem łamania zasad, zemstą na porzuconych możliwościach, podglądania tego, co w nas samych nieznane. Wypieranie czy blokowanie jakichkolwiek aspektów naszej osobowości wpływa na jakość relacji. Z samym sobą i z innymi.Utożsamianie zaufania z poczuciem bezpieczeństwa jest pierwszym błędem, razem z nim idzie oczekiwanie, że partner przedłoży nasze uczucia nad własne potrzeby....a w końcu uznanie, że jesteśmy właścicielami partnera i jego seksualności. Ponadto brak rozmowy o potrzebach, marzeniach, fantazjach, niechęć do przepracowania ograniczających przekonań. I przepis na kryzys gotowy!
Przejęcie odpowiedzialności za realizowanie swego człowieczeństwa oznacza wolność, bo musimy stale odpowiadać sobie na pytanie czego tak naprawdę chcemy...Akceptacja swoich potrzeb, swoich ograniczeń oraz pragnień i barier partnera daje nam pole do pracy – zabieganie o szczęście i pełnię w życiu. Nie uda się tego osiągnąć bez wzajemnego uszanowania odrębności i tajemnicy. „I właśnie ta nieuchwytność w drugim człowieku sprawia, że wraca się by coraz lepiej go poznać.”
Autorka podając wiele przykładów doświadczenia z pacjentami przeprowadza nas przez całe spektrum emocji towarzyszących zdradzie. I te osobiste historie, to „samo życie” ukazuje czytelnikowi, że romans jest stratą i zyskiem. Właśnie „i”.

„Kup kochance męża kwiaty” Katarzyny Miller – psycholożki, terapeutki, pisarki, poetki - to doskonała lektura. Podejmuje temat relacji między kobietą/mężczyzną, żoną/mężem. I podkreśla, jak ogromny wpływ na jakość tych relacji ma dzieciństwo. „A dziecko zawsze przejmuje, co rodzice mu dają. Zawsze jest dla nich najlepszym adresem do spychania z siebie lęków i niepewności. Dziecko gromadzi strach całego rodu. Strach jest dziedziczny.” Po pierwsze - nie bagatelizujmy trudnego dzieciństwa, raz na zawsze potraktujmy je poważnie, jako fundament i zasób naszego życia, jako „źródło nas samych”. Na nim przecież budujemy nasz świat – dla siebie i dla innych. Porzućmy przekonania, które nie są nasze, a po drugie – przyjmijmy do wiadomości, oswójmy fakt, że będziemy porzucani, zdradzani, będziemy również upragnieni i kochani. Uszanować i uleczyć swój strach to dać sobie szansę na wybranie właściwego partnera; pamiętać, że wspólna relacja ma wiele płaszczyzn. Zgoda na siebie, miłość własna i otwartość daje możliwość prawdziwego przeżywania „razem”.
To książka o błędach, jakie popełniamy, o oczekiwaniach niemożliwych do spełnienia (jakie kierujemy do bliskich i jakie oni kierują do nas), o strategiach postępowania w relacjach romantycznych. Siłą treści tej książki są pytania, jakie możemy sobie zadać i konkluzje, jakie możemy wyciągnąć, jeśli tylko zdecydujemy się spojrzeć na doświadczenie zdrady bez oceniania, wolni od realizowania cudzych przekonań, akceptujący towarzyszące mu emocje....
A zatem - związek czy związanie? - wybór należy do Ciebie!

„Instrukcja obsługi kobiety”, „Instrukcja obsługi faceta” - obie książki traktują o relacjach damsko-męskich i choć pisane są raczej z myślą o kobietach – polecamy wszystkim. Lektura pozwala określić czy jesteśmy wewnątrz- czy zewnątrzsterowalni oraz umożliwia ocenić jakość relacji z samym sobą. Przystępnie i ciepło uświadamia, że kobiety i mężczyźni potrzebują siebie nawzajem.... by móc obdarzać się...miłością.
Te instrukcje obsługi – mogą zaciekawić :)

4 września 2018

W niewoli u braci Grimm

Tradycyjnie ostatniego dnia miesiąca odbył się w naszym Oddziale dla Dzieci escape room, tym razem tematycznie związany z baśniami braci Grimm. 
Nie wszyscy wiedzą, że po zamknięciu biblioteki, na jej terenie grasują duchy dawnych mistrzów, zaniepokojone tym, że nie czytamy już tyle co kiedyś. Uczestnicy Escape Roomu mięli okazje przekonać się o tym na własnej skórze. Wilhelm i Kuba Grimmowie zaskoczyli nas swoja obecnością przy suto zastawionym do wieczerzy stole. Drzwi zostały zamknięte a dzieciaki musiały wykazać się znajomością baśni spisanych przez braci. Tylko pod tym warunkiem drzwi od biblioteki mogły na powrót się otworzyć. 
Ten Escape Room był trudniejszy od poprzedniego, sporo było pracy z tekstem, odnajdywania ukrytych symboli i znaków, trzeba też było wykonać prace plastyczna i prawidłowo odpowiedzieć na pytania zawarte w quizie. Zadania kosztowały uczestników sporo energii, którą można było uzupełniać w naszym sklepie z piernikami. Jedyną walutą jaką przyjmował sklep były banknoty z wizerunkiem obu braci. Można je było otrzymać tylko za pięknie wykonanego nietoperza z krepiny. 
Wszyscy szczęśliwie wydostali się z pomieszczenia, a zadowoleni bracia Grimm spokojnie mogli wrócić do swojego wymiaru.
Kolejny escape room już niebawem.



Wakacje już za nami.



Jak to zwykle bywa podczas wakacji, w naszym Oddziale dla Dzieci działo się całkiem sporo. Odbywały się tradycyjne spotkania literacko-plastyczne:
w lipcu pod hasłem "Baśnioboru"- znanej serii książkowej autorstwa Brandona Mulla, a w sierpniu dowolnie wybranych książek, między innymi zabawnych opowiadań Grzegorza Kasdepke. Podczas tych spotkań dzieci wykonywały wiele ciekawych prac plastycznych i rozegrały mnóstwo pasjonujących rozgrywek gier planszowych. 
Oprócz zajęć literacko-plastycznych Oddział dla Dzieci organizował w tym roku również głośne czytanie bajek na dziedzińcu- był to pomysł skierowany do najmłodszych czytelników. Czytaniu towarzyszyło późniejsze wykonywanie ilustracji do przeczytanego tekstu. Było to zadanie bardzo przyjemne, zwłaszcza w te upalniejsze dni. 
Dla wielbicieli kina dwa razy w miesiącu odbyły się projekcje filmów animowanych. 
Szczególnym powodzeniem pośród uczestników wakacyjnych zajęć cieszyły się warsztaty rękodzieła.  odbyły się one sześciokrotnie podczas całego okresu wakacyjnego, również na zamkowym dziedzińcu. Uczestnicy warsztatów wzbogacili się o wiele nowych umiejętności takich jak: ozdabianie mydełek metodą decoupage, pieczętowanie tkanin, składanie origami czy wyplatanie biżuterii. 
Ostatniego dnia każdego miesiąca była organizowana atrakcja specjalna czyli Zabawa w Escape Room, podczas której „uwięzione” w bibliotece dzieciaki miały za zadanie rozwiązując zagadki, quizy i krzyżówki wydostać się z zamkniętego pomieszczenia. W lipcu dzieciaki uciekały z Baśnioboru a w sierpniu
z niewoli u braci Grimm.
Mamy nadzieje że wszyscy uczestnicy zajęć świetnie się bawili ( my tak!)
i nie zapomną o nas i naszych książkach nawet wtedy kiedy zacznie się szkoła.

29 sierpnia 2018

Fantastyczny kryminał, mocna powiesc grozy.


" Rzeczywistość to cienki lód, po którym jednak większość ludzi ślizga się przez całe życie"

Sięgając po powieści Stephena Kinga trzeba się liczyć z tym, że zimne dreszcze będą nam towarzyszyć co najmniej przez kilka dni, że w odludnych zaułkach miasta będziemy się oglądać za siebie, a w domu nasłuchiwać dziwnych odgłosów kiedy zapadnie zmrok. 
Spokojnie, to nie jest obłęd. To zupełnie normalna reakcja na książki tego autora.
"Outsider", podobnie jak wcześniej "Pan Mercedes" jest w zasadzie powieścią kryminalną, jednak jak to zwykle bywa u Stephena Kinga, historia nie może się obejść bez wątków nadprzyrodzonych, dotykających umiejętnie najwrażliwszych
i najmroczniejszych części naszej wyobraźni.
Autor chętnie czerpie z legend i ludowych baśni, tak też uczynił tym razem, przenosząc na strony swojej powieści jedno z bardziej przerażających meksykańskich straszydeł- sprytnego El Cuco.

W małym miasteczku dochodzi do brutalnego morderstwa jedenastolatka. Wszystkie ślady i dowody z miejsca zbrodni prowadzą do znanego i powszechnie poważanego szkolnego trenera. Pewni swoich racji funkcjonariusze czym prędzej dokonują aresztowania podejrzanego podczas szkolnego meczu i wówczas okazuje się, że zatrzymany ma żelazne alibi, które potwierdzają jego znajomi. 
Czy jest to jakaś tania sztuczka, czy może mamy tu do czynienia z siłami nadprzyrodzonymi, w które przecież nikt tak na prawdę nie wierzy.

"Outsider" to bardzo dobrze napisana powieść i niesamowicie spójna historia. Chociaż liczy 600 stron moim zdaniem nie jest ani za długa, ani zbyt krótka, wciąga od pierwszej strony, trzyma w napięciu i nie pozwala o sobie zapomnieć. Ogromna zaletą tej historii jest charakterystyczny dla powieści Kinga klimat, który przenosi czytelnika w całości w duszną, niespokojną, pełna uprzedzeń i lęków atmosferę małomiasteczkowej społeczności, wstrząśniętej okrutnym morderstwem. 
Tę powieść tworzą również bohaterowie, którzy są wyjątkowo żywi i wiarygodni.
Z przyjemnością spotkałam się ponownie z ekscentryczną  detektyw Holly Gibney, która polubiłam ogromnie już w " Panu Mercedesie".

Musze przyznać, że po przeczytaniu "Outsidera"  serdecznie podziękowałam panu autorowi za nieprzespana noc, ale ponieważ uwielbiam dobrze napisane książki, łaskawie mu wybaczam.

6 sierpnia 2018

Mózg czy serce - co nami rządzi?


Zawsze się zastanawiałam, dlaczego mam taką „dziurawą” pamięć, dlaczego mam wszędzie pełno karteczek „żeby pamiętać”, dlaczego nie lubię cyfr. a bardzo lubię starą architekturę i jej detale, dlaczego lewa strona i prawa to dla mnie to samo, dlaczego jestem taka, jaka jestem.
Okazuje się, że za to, co nas definiuje, odpowiedzialny jest mózg; to dość oczywiste, ale kierować się w życiu sercem czy rozumem, co mnie zawsze zastanawiało, to już nie jest takie jednoznaczne.
Dlaczego sięgnęłam akurat po tę książkę? Normalnie, o działaniu mózgu z własnej nieprzymuszonej woli nie chciałabym czytać, to raczej trudny temat, straszący tajemniczymi terminami medycznymi. Moją uwagę zwróciła grafika na okładce - ciekawa - mózg jako labirynt, a na jego początku – człowiek. Przeglądając ją w księgarni, zerknęłam na pierwszy rozdział. Czytam: „starożytni Egipcjanie, mumifikując swoich władców, z sercem obchodzili się wyjątkowo delikatnie, mózg natomiast wyrzucali, stawał się odpadem”; i dalej: „Arystoteles twierdził, że siedziba duszy jest w sercu, a nie w mózgu”. Już wiedziałam, że nie odłożę tej książki na bok, wzbudziła moją ciekawość.
Kaja Nordengen udowadnia, że to jednak „mózg rządzi”. Książka została wydana przez wydawnictwo Marginesy w tym roku. Ważna jest w niej przedmowa autorstwa laureatki nagrody Nobla May-Britt Moser, norweskiej psycholog, badaczki mózgu. Wskazuje ona, że książka jest wprowadzeniem do najnowszych wyników badań nad mózgiem, ponadto „wywołuje u człowieka taki rodzaj entuzjazmu, jaki pobudza do działania zarówno dziwiące się wszystkiemu dziecko, jak i doświadczonego naukowca”. Zaznacza, że naukowcy badający obecnie mózg powinni „patrzeć” szerzej także na jego relacje z ciałem, genami i środowiskiem.
Trzynaście rozdziałów książki to jak trzynaście zakamarków w labiryncie, każdy przyczynia się do tego, że chcemy zerknąć, co jest za następnym i następnym, pomału zmierzając do wyjścia i próby zrozumienia tego najbardziej zagadkowego narządu naszego ciała.
Nordengen, z wykształcenia lekarz neurolog, prowadzi czytelnika w niezwykle zajmujący i ujmujący sposób przez ten labirynt wiedzy, w którym ani przez chwilę nie czujemy się zagubieni, cały czas podtrzymuje naszą ciekawość.
Prowadzi nas od „rewolucji w ewolucji”, do której przyczyniła się kora mózgowa powodująca, że nasz mózg przypomina owoc orzecha włoskiego naszpikowany mnóstwem komórek nerwowych co decyduje o „jakości” naszego mózgu, do jego powiększania się, co z kolei powoduje, że jego wielkość, to nie wszystko. Albert Einstein, mimo że odkrył teorię względności, miał mózg o 20 % mniejszy od przeciętnego, a stegozaur, potężny dinozaur ważący około 5 ton, posiadał mózg ważący 80 gramów - „był wielkości cytryny”. „IQ się jednak mierzy, a nie waży”.
Pomimo ewolucji okazuje się, że byliśmy nowocześni już 40 tysięcy lat temu, potrafiliśmy myśleć abstrakcyjnie czy symbolicznie – tworząc sztukę, piramidy składające się z 2,3 miliona bloków o ciężarze bloku 2,5 tony i tak idealnie sześcienne, że różnica w długości boków wynosi 0,1 % . I nie tylko nasza siła fizyczna przyczyniła się do ich wznoszenia, ale przede wszystkim mózg i sztuka inżynierska. W naszym mózgu jest miejsce na wszystko.
Nie jesteśmy „silniejsi lecz bystrzejsi”, mamy poczucie humoru, posługujemy się mową, potrafimy użyć „wyrafinowanych narzędzi” by napisać sztukę, tworzymy muzykę.
Kolejny, niestety mroczny zakamarek labiryntu, to „psucie” się mózgu; stąd demencja, choroba Alzheimera, schizofrenia, napady lęku, depresja i daleka droga, by wyjść z tego zakamarku.
Jednak można. Vincent van Gogh namalował część swoich najbardziej znanych obrazów przybywając w szpitalu psychiatrycznym, a bez lęków Muncha nigdy nie powstałby niesamowity obraz „Krzyk”, nie poznalibyśmy historii Rain Mena z genialną rolą Dustina Hoffmana. Opowiada on prawdziwą historię człowieka, któremu brakowało podstawowych umiejętności, a miał genialną pamięć. Czytał dwie strony jednocześnie, jedną jednym okiem, drugą drugim, zapamiętywał każdy szczegół. Znał na pamięć 12 tysięcy książek ! Ten niesamowity człowiek nazywał się Kim Peek i chorował na zaburzenie mózgu określane mianem zespołu sawanta. Jak podaje autorka, obecnie na świecie jest zdiagnozowanych z tym schorzeniem 50 osób.

Moja „dziurawa pamięć” zapewne dużo zgubi tej wiedzy, ale książkę mam na półce i zawsze mogę po nią sięgnąć. Oczywiście jest ona również dostępna w naszej bibliotece.
Zachęcam do jej przeczytania każdego, kto chce albo próbuje zrozumieć, kim jesteśmy, co nami kieruje i dlaczego czasami jesteśmy tak bardzo „ludzcy”, a innym razem tak bardzo „nieludzcy”.

P.S W piątek „odwiedził” naszą biblioteką przecudnej urody gość....duża ćma. Jak udało się później ustalić – wstęgówka pąsówka. Ciekawe, która część naszego mózgu była wtedy najbardziej aktywna? :) a może jednak było to serce...


                              fot.: Kornel Andrzejewski





                              źródło: www.msw-pttk.org.pl/galeria

Ag.



1 sierpnia 2018

No tego to jeszcze nie było....Ucieczka z Baśnioboru!

 
Co myśmy najlepszego wymyślili? – zdawały się mówić nasze twarze za pięć piąta w ostatni dzień lipca. Cała nasza wypożyczalnia w gałęziach, drzewach, roślinach. Czuć było lasem. Okna zasłonięte, mrok, płonące świece. Zakończyliśmy niedawno instalację naszego leśnego sklepu, gdzie można będzie nabyć dziwne napoje oraz robale maści wszelakiej. A wszystko to i tak jest normalniejsze od naszego wyglądu – kolorowe peruki, powłóczyste szaty i jedna osoba w stroju dziada z krzywą gębą w wełnianych skarpetach i mokrym sztormiaku.
Sztormiak ów wyglądał jakby był oblany wodą, a to był ściekający z twarzy pot, bo oddychać się w tym nie dało, zwłaszcza w jeden z najgorętszych dni tego lata.
Przebraliśmy się.
Escape Room dla dzieci.
Trochę opóźnienia, bo niektórych zapisanych brak. Wreszcie zapraszamy do środka, dziad zamyka drzwi, zaczynamy…
Taką to atrakcję zaproponowaliśmy w ramach „Wakacji z biblioteką”. Dzieci musiały rozwiązać szereg zadań, aby móc wyjść z wypożyczalni… przepraszam, z Baśnioboru. Do wykonania było wiele zadań – na spostrzegawczość, zręczność, szybkość, wiedzę. Było też próbowanie osobliwych potraw leśnych. Dzieciaki uporały się z każdym z zadań i nie zgubiły się ani razu bo przez mroczny Basniobór prowadziły ich specjalne mapy wykonane przez pomocne Wiedźmy.
Wszystko po to, aby na koniec zdobyć klucz, zanieść go Borowemu Dziadowi, który… jeszcze coś tam porzęził i wreszcie wypuścił z Escape Roomu uczestników naszej gry, ale oni… chyba wcale nie chcieli stąd wychodzić!
Czekamy na informacje zwrotne – jak było? Jak się podobało? Jedna z takich wiadomości przyszła dość szybko.
Grupka dzieci schodzi na dziedziniec, aby poczekać tam na rodziców. Widząc ich nadchodzących mówią: „O, są rodzice… Mamo! Tato! Wiecie jak było super!!!”
Wyszło bardzo dobrze. A i dziad wypocił dobre 5 kilogramów.

23 lipca 2018

Tydzień to sporo czasu czyli "7 dni" Eve Ainsworth

Siedem dni. 
Wydaje się, że to niewiele a jednak w ciągu tygodnia można dokonać wielkich rzeczy. 
Można komuś zniszczyć życie lub wręcz odwrotnie:  pokazać, że w tym życiu istnieją wartości większe niż uroda i pewność siebie.
Jessica Pearson ma czternaście lat i nadwagę. Zajada stres, szuka pocieszenia w jedzeniu. Jest dobrą uczennicą, lecz nie ma przyjaciół. Pada ofiarą prześladowań w szkole, a jej głównym oprawcą jest popularna i przebojowa Kez, która otoczona wianuszkiem przyjaciół, czuje się bezkarna. Z każdym dniem jej ataki w stosunku do Jess przybierają na sile.
Między dziewczynami dodatkowo staje przystojny Lynn, w którym Kez jest zakochana, i z którym Jess przyjaźni się od wczesnego dzieciństwa.
Siedem dni to czas, w którym obserwujemy zmagania obydwu bohaterek ze sobą
 i ze światem. To czas, w którym dowiadujemy się prawdy o pozornie idealnym życiu  Kez, o tym co leży u podstaw jej agresywnych zachowań wobec słabszej koleżanki.
Odkrywamy skryte motywy kierujące postępowaniem Jess, dlaczego nosi stare ubrania i nie dba o wygląd zewnętrzny.
Ten tydzień może zaważyć na ich dalszym życiu.

Autorka opowiedziała historię, którą można zaobserwować na korytarzach niemal każdej szkoły średniej. Wielu z nas na pewno, choćby raz w życiu było świadkiem lub uczestnikiem wydarzeń, jakie opisała Eve Ainsworth.
"7 dni" jest książką może niezbyt odkrywczą ale czyta się ją bardzo dobrze
 i może być zajmująca dla osób w każdym wieku.  Mnie szczególnie odpowiada konstrukcja polegająca na zamykaniu historii w krótkich rozdziałach i opisywaniu jej z punktu widzenia kilku bohaterów.
Dla rodziców i opiekunów, moim zdaniem, pozycja obowiązkowa.

17 lipca 2018

Koniec epoki milczenia...?

Reportaż – gatunek literacki łączący publicystykę, literaturę faktu oraz literaturę piękną; przedstawia rzeczywiste zdarzenie i towarzyszące mu okoliczności, powinien cechować się rzetelnością, obiektywizmem i wiernością wobec omawianego tematu.
Poniżej przedstawiamy książki, których autorzy nie bali się podjąć bardzo trudnych tematów.

„Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić” - Kamil Janicki. Historyk, publicysta, pisarz, autor 6 książek i mnóstwa artykułów. Ulubioną epoką autora jest Polska okresu przed i międzywojennego.
„Epoka milczenia” traktuje o przestępczości seksualnej i przemocy wobec kobiet, w tym również dzieci. Kazirodztwo? - „społeczeństwo nie ma powodu zajmować się miłosnymi komplikacjami na tle życia rodzinnego” - oto oficjalne uzasadnienie Kodeksu... Gwałt? - nie.... oto lista eufemizmów - „dzieci nie były wykorzystywane ale <<unieszczęśliwiane>>. Kobiet nie gwałcono, ale co najwyżej je <<zniewalano>>,<<uwodzono>>, <<nadużywano ich zaufania>>”.... Nie ma możliwości czytać tej książki bez poczucia bezsilności, wściekłości
i wielkiej goryczy...
„Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” Artur Nowak, Małgorzata Szewczyk-Nowak – napisana przez adwokata specjalizującego się w sprawach dotyczących czynów pedofilskich i psycholożkę, psychoterapeutkę. Książka jest świadectwem ofiar i traktuje o molestowaniu w kościele katolickim.
„Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie” oraz „Polska odwraca oczy”- napisane przez Justynę Kopińską, wielokrotnie nagradzaną polską dziennikarkę prasową.
Pierwsza książka dotyczy sierocińca prowadzonego przez siostry boromeuszki
w Zabrzu i losów wychowanków (dzieci w wieku 2 do 18 lat). Przerażające okrucieństwo (psychiczne i fizyczne) „opiekunek”- katów ukazuje zwyrodniałą twarz polskiego katolicyzmu. Z szacunku do ofiar tej „opieki” trzeba tę książkę przeczytać, i zasadę „ograniczonego zaufania” zastosować do każdej instytucji, nawet takiej, która z zasady wydaje się godna tego zaufania.
Druga książka to zbiór reportaży. Otwiera ją wywiad z zakochaną i szczęśliwą żoną Mariusza Trynkiewicza, pedofila i zabójcy. Ten wywiad drażni, do granic możliwości, boli...bolą również kolejne historie, w których obywatele
w starciu z instytucjami państwa pozostają bezsilni... Poprawianie statystyk policyjnych, błędne diagnozowanie lekarskie, sadyzm ordynatora oddziału psychiatrycznego dla dzieci... Szesnaście reportaży, wstrząsających, potrzebnych, bo otwierają dyskusje na wiele aspektów życia jednostki
w zorganizowanym społeczeństwie.

Wspólny mianownik powyższych książek to to, że opisują fakty. W każdej z nich spotykamy się z niewybaczalną przemocą wobec słabszych.Cóż, powyższa lektura udowadnia, że najpopularniejszym mechanizmem w relacjach międzyludzkich jest mechanizm kat-ofiara. Ból, bezsilność, poczucie pustki i niesprawiedliwości towarzyszą nieprzerwanie.... jak również nadzieja, że tematy przed którymi jako społeczeństwo próbujemy uciekać są zbyt ważne, by chcieć uciekać dalej. Bo ucieczka przestaje się opłacać, generuje zbyt wielkie koszty,
tak u jednostki, jak i instytucji.
...z nadzieją, że epoka milczenia się kończy i jak w baśni wszyscy w końcu zobaczą, że „król jest nagi” - mówmy i piszmy o tym wszystkim, co ważne!

"Cudowny Chłopak"- nawet ładni się wzruszą.

Jaką książkę zabrać ze sobą na urlop?
Pytanie to od niepamiętnych czasów spędza sen z powiek miłośnikom literatury.
Jeżeli o mnie chodzi, "Cudowny chłopak" autorstwa R.J. Palacio okazał się świetnym towarzyszem podczas letniego relaksu. 
Lekki język, humor, krótkie, treściwe rozdziały, jak również nietuzinkowe podejście do tematu odmienności, wciągnęły mnie od pierwszych kartek.

„Nie powiem wam, jak wyglądam. Cokolwiek sobie wyobrażacie, 
w rzeczywistości jest pewnie gorzej”. 

Dziesięcioletni August Pullman jest bardzo bystrym, dowcipnym chłopcem a jego życie wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej, gdyby nie jeden zmutowany gen, 
z powodu którego ma zdeformowaną twarz. 
Dla przeciętnego człowieka widok Auggie`go jest przerażający.
Dotychczas chłopiec uczył się w domu z uwagi na częste pobyty w szpitalu, teraz po raz pierwszy ma pójść do zwykłej szkoły, gdzie zmierzy się 
ze światem rówieśników, z ich okrucieństwem, uprzedzeniami, złośliwościami 
i ciekawskimi spojrzeniami.
Dzięki swojej sile ducha i niezwykłemu poczuciu humoru, Auggiemu udaje się 
z czasem zdobyć przyjaźń i życzliwość szkolnych kolegów.
Można by rzec, że odkąd August Pullman został uczniem piątej klasy, wiele 
się dla niego zmieniło.
Ale nie tylko dla niego.
W książce ujęło mnie przede wszystkim to, że nie pokazuje ona świata widzianego wyłącznie oczami Augieggo, ale przedstawia przeżycia, uczucia 
i wyzwania stojące przed jego rodzicami i starszą siostrą, która 
chcąc nie chcąc, żyje w cieniu brata. Możemy też obserwować, jak zmienia 
się stereotypowe myślenie szkolnych kolegów Augusta, jak początkowy lęk 
i niechęć do nowego ucznia zastępowany jest sympatią i uznaniem. 
„Cudowny chłopak” jest książką wzruszającą, ale pozbawioną ckliwości. 
Wyzwala w nas wszystko, co najlepsze i doładowuje pozytywną energią.
Polecam.
Zwłaszcza na urlop.

26 czerwca 2018

Uczeń Czarnoksiężnika


Odkąd pamiętam byłam miłośniczką baśni, dawnych podań i  folkloru, nic więc dziwnego, że nie oparłam się tej wspaniałej, mrocznej legendzie o dobrym łużyckim czarodzieju.

Krabat jest czternastoletnim sierotą, który pewnej zimy za sprawą tajemniczych snów trafia do młyna na Koźlim Brodzie- miejsca uznanego przez ludzi za przeklęte. Chłopiec zostaje jednym z dwunastu uczniów mistrza- młynarza.
Z początku wszystko wydaje się zupełnie normalne: codzienny trud, miska strawy, własne miejsce w izbie, stopniowo jednak chłopiec zauważa, że we młynie dzieją się rzeczy dziwne i bardzo tajemnicze. Towarzysze Krabata unikają rozmów na ten temat, wkrótce jednak staje się jasne, że Mistrz nie jest zwykłym młynarzem, a jego czeladnicy zwyczajnymi uczniami.
We młynie oprócz młynarstwa terminuje się czarną magię; wymagane jest tu bezwzględne posłuszeństwo, należy stłumić nadmierną ciekawość i starannie wypełniać rytuały.
Krabat jednak nie umie poskromić ciekawości zwłaszcza jeśli chodzi o tajemnicze zgony kolejnych czeladników i koszmarnego woźnicę, który podczas każdego nowiu pojawia się we młynie.
Dla chłopca prędko staje się jasne, że ze służby w młynie można się wyzwolić tylko w jeden sposób- umierając.

Otfried Preussler, czerpiąc z bogatego skarbca legend polsko - niemieckiego pogranicza, opowiada na nowo historię Krabata - ucznia czarnoksiężnika, który umiejętnościami przerósł swego mistrza i stanął z nim do pojedynku, by odzyskać wolność. Jak na legendę przystało, ta opowieść ma drugie dno. Jej sednem jest odwieczna walka dobra ze złem przejawiająca się w codziennych życiowych wyborach; walka, która tak  naprawdę toczy się w każdym z nas. 
 
Opowiadając o tej książce nie można nie wspomnieć o ilustracjach.
Na kartach powieści znajdziemy liczne wizerunki kruków -  ptaków, w które przemieniali się uczniowie czarnoksiężnika, a każdy rok służby Krabata we młynie zobrazowano dodatkową mroczną ilustracją.
Na podstawie książki powstał film - jedna z lepszych niemieckich produkcji, moim skromnym zdaniem.

Dla miłośników tajemnic, czarów i tarapatów, z których wyplątać nas może tylko wiara we własne siły - szczerze polecam.

25 czerwca 2018

Kosmetyczne czary-mary!

      To był pierwszy krok wtajemniczenia na drodze do samodzielnego wyrobu kosmetyków domowym sposobem. Zrób sobie sama krem! Wyrzuć ze swego otoczenia chemię z całą tablicą Mendelejewa! Korzystaj z tego, co daje Matka-Natura! Można powiedzieć, że pod takimi hasłami przebiegły warsztaty kosmetyczne, które odbyły się w sobotę 23 czerwca w czytelni MBP, a które poprowadziła cudowna Pani Katarzyna Enerlich. 
      Znalazłam się w gronie 20 szczęśliwych uczestniczek rozpoczynających „naturalną” przygodę z przygotowywaniem kosmetyków z ogólnie dostępnych produktów – zdrowych i bezpiecznych, z darów łąk i pól – kwiatów i ziół. Wszystkie byłyśmy podekscytowane, pozytywnie nakręcone i trzy godziny minęły „jak z bicza strzelił”. A co robiłyśmy? Trzy produkty: krem do całego ciała, tonik, pastę do mycia. Pani Kasia, jak guru, opisywała wszystkie czynności krok po kroku, a my skrzętnie notowałyśmy, dopytywałyśmy i wreszcie działałyśmy. Wielką frajdę sprawiało nam przeliczanie proporcji, odmierzanie składników, mieszanie ich, dolewanie naparów kwiatowych i maceratów ziołowych (z żywokostu, rumianku, lipy i czeremchy). Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki krem na naszych oczach zmieniał konsystencję - stawał się taki delikatny, aksamitny; nabierał koloru i zapachu ziół, które zostały dodane; aromat taki inny, niepowtarzalny, jak w żadnym  produkcie ze sklepu. Po prostu magia.

A najfajniejsza zabawa była z tworzeniem indywidualnej nuty zapachowej – olejki eteryczne poszły w ruch. A pastę myjącą mogłyśmy od razu wypróbować.   
Naprawdę poczułyśmy zmianę: skóra stała się elastyczna i gładka zdecydowanie bardziej niż po użyciu tradycyjnego mydła w kostce.
Jeszcze jedna istotna rzecz. Jak mówi Pani Kasia, nasz portfel polubi to nowe hobby. W trakcie tworzenia własnych kosmetyków liczyłyśmy koszty. Co się okazało? Każda z nas za trzy produkty po 100ml zapłaciłaby tylko 11zł.


Dziękujemy Pani Kasi Enerlich za wspaniałe popołudnie, za naukę, za inspiracje, za zachętę do działania. A może spotkamy się na … kolejnych warsztatach?

21 czerwca 2018

CO SIĘ KOMU ŚNI, A NAWET I NIE ŚNI .

Joanna Kulmowa nie żyje. 
Mówiła: „Trzeba nie przestawać być dzieckiem”.


W niedzielę w Warszawie zmarła Joanna Kulmowa. Pisała wiersze i sztuki teatralne dla dzieci, a także słuchowiska, scenariusze telewizyjne, powieści, opowiadania, poezję. Miała 90 lat.

Poeta to człowiek, który nie zgubił swojej dziecięcej głupoty – uważała Joanna Kulmowa. Jej wiersze pełne inwencji językowej i słów, takich jak „kołdrelie” czy „krześlaki”, są dowodem nie tylko nieskrępowanej wyobraźni, ale też poetyckiej odrębności Kulmowej. Kochało ją za to kilka pokoleń czytelników.


Piękny autoportret stworzyła w wierszu:



„Jaka jestem”
Jaka jestem?
Czasami wysoka wysoka
obłoki szarpię rosochatą głową
porastam igłami
korą sosnową.
Czasem
drobna drobinka
biedronka
pod krzewinkami borówek się błąkam
i myślę że są całym lasem.
Czasem
jestem płomieniem o gorącym jęzorze
śpiewam
pachnę ogniskiem.
Czasem jestem
zielonkawym morzem.
W oczach wyspy dalekie i bliskie.
A czasem jeszcze –
najchętniej najczęściej –
jestem jak niebo szerokie
najszersze
co obejmuje wszystko i jest wszędzie.


20 czerwca 2018

Życie to bajka

 Ewa Minge – projektantka ubrań i akcesoriów; modą i wzornictwem zajmuje się od 1994 roku. Tworzy kolekcje sportowe, weekendowe, biznesowe, koktajlowe i wieczorowe oraz na zamówienie dla konkretnego klienta (haute couture). Jako pierwsza Polka wystawiała swoje projekty na pokazie na Schodach Hiszpańskich w Rzymie. Jej projekty prezentowano w Paryżu obok Domów Mody Christian Dior i Giorgio Armani. Jej kolekcje noszono na najsłynniejszych wybiegach świata w Mediolanie,Wiedniu, Madrycie, Berlinie czy Nowym Yorku.
Jest twórczynią wizerunku uczestniczek Miss Polonia i Elite Model Look. Przewodzi Creative Group. Dwa razy do roku bierze udział w pokazach Ready-to-Wear w Nowym Yorku.
Projektowała ubranka dla lalek Barbie.
Kobieta sukcesu, matka, przyjaciółka, kreatorka.

„Życie to bajka” to książka bardzo osobista, napisana z wielką szczerością, ale również – z lekkością. Ewa Minge przedstawia w niej swoją drogę do sukcesu - realizacji marzeń. Opowiada o rodzinie, o wsparciu, jakie dostała od ukochanych rodziców, od babć i dziadków, o swoim twórczym i otwartym domu. Wiele miejsca poświęca przyjaźni. Podstawą sukcesu według niej są dobre relacje z ludźmi, budowane na wzajemnym szacunku, zaufaniu, życzliwości i trosce, zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. „Nie da się udźwignąć dużych marzeń w pojedynkę. [...] Musisz zaufać ludziom. Relacja z nimi jest tak samo ważna, jak twoja siła i dobry plan. [...] ...sukcesy odnosi się zespołowo.”
Ewa Minge opowiada o tym, że polska moda cierpi na przerost formy nad treścią, komentuje komentarze na temat swojego sukcesu i historii swojej twarzy jakie dotykają ją ze strony...rodaków. Zazdrość, drwina i uporczywość w dociekaniu kwestii osobistych, brak zaś uznania niezaprzeczalnych sukcesów międzynarodowych kwituje jednym zdaniem: „Mamy genialnie uzdolniony naród, tyle, że głównie miernoty biorą się za krytykę.”
Silna, pozytywna, twórcza i bezwzględnie szczera, piękna i inspirująca, kobieta, która udowodniła, że umiejętność bycia blisko generuje rzeczywistość sukcesu.... „Największym darem od losu są ludzie.”
Polecamy – draśnięcia serca gwarantowane!