29 sierpnia 2018

Fantastyczny kryminał, mocna powiesc grozy.


" Rzeczywistość to cienki lód, po którym jednak większość ludzi ślizga się przez całe życie"

Sięgając po powieści Stephena Kinga trzeba się liczyć z tym, że zimne dreszcze będą nam towarzyszyć co najmniej przez kilka dni, że w odludnych zaułkach miasta będziemy się oglądać za siebie, a w domu nasłuchiwać dziwnych odgłosów kiedy zapadnie zmrok. 
Spokojnie, to nie jest obłęd. To zupełnie normalna reakcja na książki tego autora.
"Outsider", podobnie jak wcześniej "Pan Mercedes" jest w zasadzie powieścią kryminalną, jednak jak to zwykle bywa u Stephena Kinga, historia nie może się obejść bez wątków nadprzyrodzonych, dotykających umiejętnie najwrażliwszych
i najmroczniejszych części naszej wyobraźni.
Autor chętnie czerpie z legend i ludowych baśni, tak też uczynił tym razem, przenosząc na strony swojej powieści jedno z bardziej przerażających meksykańskich straszydeł- sprytnego El Cuco.

W małym miasteczku dochodzi do brutalnego morderstwa jedenastolatka. Wszystkie ślady i dowody z miejsca zbrodni prowadzą do znanego i powszechnie poważanego szkolnego trenera. Pewni swoich racji funkcjonariusze czym prędzej dokonują aresztowania podejrzanego podczas szkolnego meczu i wówczas okazuje się, że zatrzymany ma żelazne alibi, które potwierdzają jego znajomi. 
Czy jest to jakaś tania sztuczka, czy może mamy tu do czynienia z siłami nadprzyrodzonymi, w które przecież nikt tak na prawdę nie wierzy.

"Outsider" to bardzo dobrze napisana powieść i niesamowicie spójna historia. Chociaż liczy 600 stron moim zdaniem nie jest ani za długa, ani zbyt krótka, wciąga od pierwszej strony, trzyma w napięciu i nie pozwala o sobie zapomnieć. Ogromna zaletą tej historii jest charakterystyczny dla powieści Kinga klimat, który przenosi czytelnika w całości w duszną, niespokojną, pełna uprzedzeń i lęków atmosferę małomiasteczkowej społeczności, wstrząśniętej okrutnym morderstwem. 
Tę powieść tworzą również bohaterowie, którzy są wyjątkowo żywi i wiarygodni.
Z przyjemnością spotkałam się ponownie z ekscentryczną  detektyw Holly Gibney, która polubiłam ogromnie już w " Panu Mercedesie".

Musze przyznać, że po przeczytaniu "Outsidera"  serdecznie podziękowałam panu autorowi za nieprzespana noc, ale ponieważ uwielbiam dobrze napisane książki, łaskawie mu wybaczam.

6 sierpnia 2018

Mózg czy serce - co nami rządzi?


Zawsze się zastanawiałam, dlaczego mam taką „dziurawą” pamięć, dlaczego mam wszędzie pełno karteczek „żeby pamiętać”, dlaczego nie lubię cyfr. a bardzo lubię starą architekturę i jej detale, dlaczego lewa strona i prawa to dla mnie to samo, dlaczego jestem taka, jaka jestem.
Okazuje się, że za to, co nas definiuje, odpowiedzialny jest mózg; to dość oczywiste, ale kierować się w życiu sercem czy rozumem, co mnie zawsze zastanawiało, to już nie jest takie jednoznaczne.
Dlaczego sięgnęłam akurat po tę książkę? Normalnie, o działaniu mózgu z własnej nieprzymuszonej woli nie chciałabym czytać, to raczej trudny temat, straszący tajemniczymi terminami medycznymi. Moją uwagę zwróciła grafika na okładce - ciekawa - mózg jako labirynt, a na jego początku – człowiek. Przeglądając ją w księgarni, zerknęłam na pierwszy rozdział. Czytam: „starożytni Egipcjanie, mumifikując swoich władców, z sercem obchodzili się wyjątkowo delikatnie, mózg natomiast wyrzucali, stawał się odpadem”; i dalej: „Arystoteles twierdził, że siedziba duszy jest w sercu, a nie w mózgu”. Już wiedziałam, że nie odłożę tej książki na bok, wzbudziła moją ciekawość.
Kaja Nordengen udowadnia, że to jednak „mózg rządzi”. Książka została wydana przez wydawnictwo Marginesy w tym roku. Ważna jest w niej przedmowa autorstwa laureatki nagrody Nobla May-Britt Moser, norweskiej psycholog, badaczki mózgu. Wskazuje ona, że książka jest wprowadzeniem do najnowszych wyników badań nad mózgiem, ponadto „wywołuje u człowieka taki rodzaj entuzjazmu, jaki pobudza do działania zarówno dziwiące się wszystkiemu dziecko, jak i doświadczonego naukowca”. Zaznacza, że naukowcy badający obecnie mózg powinni „patrzeć” szerzej także na jego relacje z ciałem, genami i środowiskiem.
Trzynaście rozdziałów książki to jak trzynaście zakamarków w labiryncie, każdy przyczynia się do tego, że chcemy zerknąć, co jest za następnym i następnym, pomału zmierzając do wyjścia i próby zrozumienia tego najbardziej zagadkowego narządu naszego ciała.
Nordengen, z wykształcenia lekarz neurolog, prowadzi czytelnika w niezwykle zajmujący i ujmujący sposób przez ten labirynt wiedzy, w którym ani przez chwilę nie czujemy się zagubieni, cały czas podtrzymuje naszą ciekawość.
Prowadzi nas od „rewolucji w ewolucji”, do której przyczyniła się kora mózgowa powodująca, że nasz mózg przypomina owoc orzecha włoskiego naszpikowany mnóstwem komórek nerwowych co decyduje o „jakości” naszego mózgu, do jego powiększania się, co z kolei powoduje, że jego wielkość, to nie wszystko. Albert Einstein, mimo że odkrył teorię względności, miał mózg o 20 % mniejszy od przeciętnego, a stegozaur, potężny dinozaur ważący około 5 ton, posiadał mózg ważący 80 gramów - „był wielkości cytryny”. „IQ się jednak mierzy, a nie waży”.
Pomimo ewolucji okazuje się, że byliśmy nowocześni już 40 tysięcy lat temu, potrafiliśmy myśleć abstrakcyjnie czy symbolicznie – tworząc sztukę, piramidy składające się z 2,3 miliona bloków o ciężarze bloku 2,5 tony i tak idealnie sześcienne, że różnica w długości boków wynosi 0,1 % . I nie tylko nasza siła fizyczna przyczyniła się do ich wznoszenia, ale przede wszystkim mózg i sztuka inżynierska. W naszym mózgu jest miejsce na wszystko.
Nie jesteśmy „silniejsi lecz bystrzejsi”, mamy poczucie humoru, posługujemy się mową, potrafimy użyć „wyrafinowanych narzędzi” by napisać sztukę, tworzymy muzykę.
Kolejny, niestety mroczny zakamarek labiryntu, to „psucie” się mózgu; stąd demencja, choroba Alzheimera, schizofrenia, napady lęku, depresja i daleka droga, by wyjść z tego zakamarku.
Jednak można. Vincent van Gogh namalował część swoich najbardziej znanych obrazów przybywając w szpitalu psychiatrycznym, a bez lęków Muncha nigdy nie powstałby niesamowity obraz „Krzyk”, nie poznalibyśmy historii Rain Mena z genialną rolą Dustina Hoffmana. Opowiada on prawdziwą historię człowieka, któremu brakowało podstawowych umiejętności, a miał genialną pamięć. Czytał dwie strony jednocześnie, jedną jednym okiem, drugą drugim, zapamiętywał każdy szczegół. Znał na pamięć 12 tysięcy książek ! Ten niesamowity człowiek nazywał się Kim Peek i chorował na zaburzenie mózgu określane mianem zespołu sawanta. Jak podaje autorka, obecnie na świecie jest zdiagnozowanych z tym schorzeniem 50 osób.

Moja „dziurawa pamięć” zapewne dużo zgubi tej wiedzy, ale książkę mam na półce i zawsze mogę po nią sięgnąć. Oczywiście jest ona również dostępna w naszej bibliotece.
Zachęcam do jej przeczytania każdego, kto chce albo próbuje zrozumieć, kim jesteśmy, co nami kieruje i dlaczego czasami jesteśmy tak bardzo „ludzcy”, a innym razem tak bardzo „nieludzcy”.

P.S W piątek „odwiedził” naszą biblioteką przecudnej urody gość....duża ćma. Jak udało się później ustalić – wstęgówka pąsówka. Ciekawe, która część naszego mózgu była wtedy najbardziej aktywna? :) a może jednak było to serce...


                              fot.: Kornel Andrzejewski





                              źródło: www.msw-pttk.org.pl/galeria

Ag.



1 sierpnia 2018

No tego to jeszcze nie było....Ucieczka z Baśnioboru!

 
Co myśmy najlepszego wymyślili? – zdawały się mówić nasze twarze za pięć piąta w ostatni dzień lipca. Cała nasza wypożyczalnia w gałęziach, drzewach, roślinach. Czuć było lasem. Okna zasłonięte, mrok, płonące świece. Zakończyliśmy niedawno instalację naszego leśnego sklepu, gdzie można będzie nabyć dziwne napoje oraz robale maści wszelakiej. A wszystko to i tak jest normalniejsze od naszego wyglądu – kolorowe peruki, powłóczyste szaty i jedna osoba w stroju dziada z krzywą gębą w wełnianych skarpetach i mokrym sztormiaku.
Sztormiak ów wyglądał jakby był oblany wodą, a to był ściekający z twarzy pot, bo oddychać się w tym nie dało, zwłaszcza w jeden z najgorętszych dni tego lata.
Przebraliśmy się.
Escape Room dla dzieci.
Trochę opóźnienia, bo niektórych zapisanych brak. Wreszcie zapraszamy do środka, dziad zamyka drzwi, zaczynamy…
Taką to atrakcję zaproponowaliśmy w ramach „Wakacji z biblioteką”. Dzieci musiały rozwiązać szereg zadań, aby móc wyjść z wypożyczalni… przepraszam, z Baśnioboru. Do wykonania było wiele zadań – na spostrzegawczość, zręczność, szybkość, wiedzę. Było też próbowanie osobliwych potraw leśnych. Dzieciaki uporały się z każdym z zadań i nie zgubiły się ani razu bo przez mroczny Basniobór prowadziły ich specjalne mapy wykonane przez pomocne Wiedźmy.
Wszystko po to, aby na koniec zdobyć klucz, zanieść go Borowemu Dziadowi, który… jeszcze coś tam porzęził i wreszcie wypuścił z Escape Roomu uczestników naszej gry, ale oni… chyba wcale nie chcieli stąd wychodzić!
Czekamy na informacje zwrotne – jak było? Jak się podobało? Jedna z takich wiadomości przyszła dość szybko.
Grupka dzieci schodzi na dziedziniec, aby poczekać tam na rodziców. Widząc ich nadchodzących mówią: „O, są rodzice… Mamo! Tato! Wiecie jak było super!!!”
Wyszło bardzo dobrze. A i dziad wypocił dobre 5 kilogramów.

23 lipca 2018

Tydzień to sporo czasu czyli "7 dni" Eve Ainsworth

Siedem dni. 
Wydaje się, że to niewiele a jednak w ciągu tygodnia można dokonać wielkich rzeczy. 
Można komuś zniszczyć życie lub wręcz odwrotnie:  pokazać, że w tym życiu istnieją wartości większe niż uroda i pewność siebie.
Jessica Pearson ma czternaście lat i nadwagę. Zajada stres, szuka pocieszenia w jedzeniu. Jest dobrą uczennicą, lecz nie ma przyjaciół. Pada ofiarą prześladowań w szkole, a jej głównym oprawcą jest popularna i przebojowa Kez, która otoczona wianuszkiem przyjaciół, czuje się bezkarna. Z każdym dniem jej ataki w stosunku do Jess przybierają na sile.
Między dziewczynami dodatkowo staje przystojny Lynn, w którym Kez jest zakochana, i z którym Jess przyjaźni się od wczesnego dzieciństwa.
Siedem dni to czas, w którym obserwujemy zmagania obydwu bohaterek ze sobą
 i ze światem. To czas, w którym dowiadujemy się prawdy o pozornie idealnym życiu  Kez, o tym co leży u podstaw jej agresywnych zachowań wobec słabszej koleżanki.
Odkrywamy skryte motywy kierujące postępowaniem Jess, dlaczego nosi stare ubrania i nie dba o wygląd zewnętrzny.
Ten tydzień może zaważyć na ich dalszym życiu.

Autorka opowiedziała historię, którą można zaobserwować na korytarzach niemal każdej szkoły średniej. Wielu z nas na pewno, choćby raz w życiu było świadkiem lub uczestnikiem wydarzeń, jakie opisała Eve Ainsworth.
"7 dni" jest książką może niezbyt odkrywczą ale czyta się ją bardzo dobrze
 i może być zajmująca dla osób w każdym wieku.  Mnie szczególnie odpowiada konstrukcja polegająca na zamykaniu historii w krótkich rozdziałach i opisywaniu jej z punktu widzenia kilku bohaterów.
Dla rodziców i opiekunów, moim zdaniem, pozycja obowiązkowa.

17 lipca 2018

Koniec epoki milczenia...?

Reportaż – gatunek literacki łączący publicystykę, literaturę faktu oraz literaturę piękną; przedstawia rzeczywiste zdarzenie i towarzyszące mu okoliczności, powinien cechować się rzetelnością, obiektywizmem i wiernością wobec omawianego tematu.
Poniżej przedstawiamy książki, których autorzy nie bali się podjąć bardzo trudnych tematów.

„Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić” - Kamil Janicki. Historyk, publicysta, pisarz, autor 6 książek i mnóstwa artykułów. Ulubioną epoką autora jest Polska okresu przed i międzywojennego.
„Epoka milczenia” traktuje o przestępczości seksualnej i przemocy wobec kobiet, w tym również dzieci. Kazirodztwo? - „społeczeństwo nie ma powodu zajmować się miłosnymi komplikacjami na tle życia rodzinnego” - oto oficjalne uzasadnienie Kodeksu... Gwałt? - nie.... oto lista eufemizmów - „dzieci nie były wykorzystywane ale <<unieszczęśliwiane>>. Kobiet nie gwałcono, ale co najwyżej je <<zniewalano>>,<<uwodzono>>, <<nadużywano ich zaufania>>”.... Nie ma możliwości czytać tej książki bez poczucia bezsilności, wściekłości
i wielkiej goryczy...
„Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” Artur Nowak, Małgorzata Szewczyk-Nowak – napisana przez adwokata specjalizującego się w sprawach dotyczących czynów pedofilskich i psycholożkę, psychoterapeutkę. Książka jest świadectwem ofiar i traktuje o molestowaniu w kościele katolickim.
„Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie” oraz „Polska odwraca oczy”- napisane przez Justynę Kopińską, wielokrotnie nagradzaną polską dziennikarkę prasową.
Pierwsza książka dotyczy sierocińca prowadzonego przez siostry boromeuszki
w Zabrzu i losów wychowanków (dzieci w wieku 2 do 18 lat). Przerażające okrucieństwo (psychiczne i fizyczne) „opiekunek”- katów ukazuje zwyrodniałą twarz polskiego katolicyzmu. Z szacunku do ofiar tej „opieki” trzeba tę książkę przeczytać, i zasadę „ograniczonego zaufania” zastosować do każdej instytucji, nawet takiej, która z zasady wydaje się godna tego zaufania.
Druga książka to zbiór reportaży. Otwiera ją wywiad z zakochaną i szczęśliwą żoną Mariusza Trynkiewicza, pedofila i zabójcy. Ten wywiad drażni, do granic możliwości, boli...bolą również kolejne historie, w których obywatele
w starciu z instytucjami państwa pozostają bezsilni... Poprawianie statystyk policyjnych, błędne diagnozowanie lekarskie, sadyzm ordynatora oddziału psychiatrycznego dla dzieci... Szesnaście reportaży, wstrząsających, potrzebnych, bo otwierają dyskusje na wiele aspektów życia jednostki
w zorganizowanym społeczeństwie.

Wspólny mianownik powyższych książek to to, że opisują fakty. W każdej z nich spotykamy się z niewybaczalną przemocą wobec słabszych.Cóż, powyższa lektura udowadnia, że najpopularniejszym mechanizmem w relacjach międzyludzkich jest mechanizm kat-ofiara. Ból, bezsilność, poczucie pustki i niesprawiedliwości towarzyszą nieprzerwanie.... jak również nadzieja, że tematy przed którymi jako społeczeństwo próbujemy uciekać są zbyt ważne, by chcieć uciekać dalej. Bo ucieczka przestaje się opłacać, generuje zbyt wielkie koszty,
tak u jednostki, jak i instytucji.
...z nadzieją, że epoka milczenia się kończy i jak w baśni wszyscy w końcu zobaczą, że „król jest nagi” - mówmy i piszmy o tym wszystkim, co ważne!

"Cudowny Chłopak"- nawet ładni się wzruszą.

Jaką książkę zabrać ze sobą na urlop?
Pytanie to od niepamiętnych czasów spędza sen z powiek miłośnikom literatury.
Jeżeli o mnie chodzi, "Cudowny chłopak" autorstwa R.J. Palacio okazał się świetnym towarzyszem podczas letniego relaksu. 
Lekki język, humor, krótkie, treściwe rozdziały, jak również nietuzinkowe podejście do tematu odmienności, wciągnęły mnie od pierwszych kartek.

„Nie powiem wam, jak wyglądam. Cokolwiek sobie wyobrażacie, 
w rzeczywistości jest pewnie gorzej”. 

Dziesięcioletni August Pullman jest bardzo bystrym, dowcipnym chłopcem a jego życie wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej, gdyby nie jeden zmutowany gen, 
z powodu którego ma zdeformowaną twarz. 
Dla przeciętnego człowieka widok Auggie`go jest przerażający.
Dotychczas chłopiec uczył się w domu z uwagi na częste pobyty w szpitalu, teraz po raz pierwszy ma pójść do zwykłej szkoły, gdzie zmierzy się 
ze światem rówieśników, z ich okrucieństwem, uprzedzeniami, złośliwościami 
i ciekawskimi spojrzeniami.
Dzięki swojej sile ducha i niezwykłemu poczuciu humoru, Auggiemu udaje się 
z czasem zdobyć przyjaźń i życzliwość szkolnych kolegów.
Można by rzec, że odkąd August Pullman został uczniem piątej klasy, wiele 
się dla niego zmieniło.
Ale nie tylko dla niego.
W książce ujęło mnie przede wszystkim to, że nie pokazuje ona świata widzianego wyłącznie oczami Augieggo, ale przedstawia przeżycia, uczucia 
i wyzwania stojące przed jego rodzicami i starszą siostrą, która 
chcąc nie chcąc, żyje w cieniu brata. Możemy też obserwować, jak zmienia 
się stereotypowe myślenie szkolnych kolegów Augusta, jak początkowy lęk 
i niechęć do nowego ucznia zastępowany jest sympatią i uznaniem. 
„Cudowny chłopak” jest książką wzruszającą, ale pozbawioną ckliwości. 
Wyzwala w nas wszystko, co najlepsze i doładowuje pozytywną energią.
Polecam.
Zwłaszcza na urlop.

26 czerwca 2018

Uczeń Czarnoksiężnika


Odkąd pamiętam byłam miłośniczką baśni, dawnych podań i  folkloru, nic więc dziwnego, że nie oparłam się tej wspaniałej, mrocznej legendzie o dobrym łużyckim czarodzieju.

Krabat jest czternastoletnim sierotą, który pewnej zimy za sprawą tajemniczych snów trafia do młyna na Koźlim Brodzie- miejsca uznanego przez ludzi za przeklęte. Chłopiec zostaje jednym z dwunastu uczniów mistrza- młynarza.
Z początku wszystko wydaje się zupełnie normalne: codzienny trud, miska strawy, własne miejsce w izbie, stopniowo jednak chłopiec zauważa, że we młynie dzieją się rzeczy dziwne i bardzo tajemnicze. Towarzysze Krabata unikają rozmów na ten temat, wkrótce jednak staje się jasne, że Mistrz nie jest zwykłym młynarzem, a jego czeladnicy zwyczajnymi uczniami.
We młynie oprócz młynarstwa terminuje się czarną magię; wymagane jest tu bezwzględne posłuszeństwo, należy stłumić nadmierną ciekawość i starannie wypełniać rytuały.
Krabat jednak nie umie poskromić ciekawości zwłaszcza jeśli chodzi o tajemnicze zgony kolejnych czeladników i koszmarnego woźnicę, który podczas każdego nowiu pojawia się we młynie.
Dla chłopca prędko staje się jasne, że ze służby w młynie można się wyzwolić tylko w jeden sposób- umierając.

Otfried Preussler, czerpiąc z bogatego skarbca legend polsko - niemieckiego pogranicza, opowiada na nowo historię Krabata - ucznia czarnoksiężnika, który umiejętnościami przerósł swego mistrza i stanął z nim do pojedynku, by odzyskać wolność. Jak na legendę przystało, ta opowieść ma drugie dno. Jej sednem jest odwieczna walka dobra ze złem przejawiająca się w codziennych życiowych wyborach; walka, która tak  naprawdę toczy się w każdym z nas. 
 
Opowiadając o tej książce nie można nie wspomnieć o ilustracjach.
Na kartach powieści znajdziemy liczne wizerunki kruków -  ptaków, w które przemieniali się uczniowie czarnoksiężnika, a każdy rok służby Krabata we młynie zobrazowano dodatkową mroczną ilustracją.
Na podstawie książki powstał film - jedna z lepszych niemieckich produkcji, moim skromnym zdaniem.

Dla miłośników tajemnic, czarów i tarapatów, z których wyplątać nas może tylko wiara we własne siły - szczerze polecam.

25 czerwca 2018

Kosmetyczne czary-mary!

      To był pierwszy krok wtajemniczenia na drodze do samodzielnego wyrobu kosmetyków domowym sposobem. Zrób sobie sama krem! Wyrzuć ze swego otoczenia chemię z całą tablicą Mendelejewa! Korzystaj z tego, co daje Matka-Natura! Można powiedzieć, że pod takimi hasłami przebiegły warsztaty kosmetyczne, które odbyły się w sobotę 23 czerwca w czytelni MBP, a które poprowadziła cudowna Pani Katarzyna Enerlich. 
      Znalazłam się w gronie 20 szczęśliwych uczestniczek rozpoczynających „naturalną” przygodę z przygotowywaniem kosmetyków z ogólnie dostępnych produktów – zdrowych i bezpiecznych, z darów łąk i pól – kwiatów i ziół. Wszystkie byłyśmy podekscytowane, pozytywnie nakręcone i trzy godziny minęły „jak z bicza strzelił”. A co robiłyśmy? Trzy produkty: krem do całego ciała, tonik, pastę do mycia. Pani Kasia, jak guru, opisywała wszystkie czynności krok po kroku, a my skrzętnie notowałyśmy, dopytywałyśmy i wreszcie działałyśmy. Wielką frajdę sprawiało nam przeliczanie proporcji, odmierzanie składników, mieszanie ich, dolewanie naparów kwiatowych i maceratów ziołowych (z żywokostu, rumianku, lipy i czeremchy). Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki krem na naszych oczach zmieniał konsystencję - stawał się taki delikatny, aksamitny; nabierał koloru i zapachu ziół, które zostały dodane; aromat taki inny, niepowtarzalny, jak w żadnym  produkcie ze sklepu. Po prostu magia.

A najfajniejsza zabawa była z tworzeniem indywidualnej nuty zapachowej – olejki eteryczne poszły w ruch. A pastę myjącą mogłyśmy od razu wypróbować.   
Naprawdę poczułyśmy zmianę: skóra stała się elastyczna i gładka zdecydowanie bardziej niż po użyciu tradycyjnego mydła w kostce.
Jeszcze jedna istotna rzecz. Jak mówi Pani Kasia, nasz portfel polubi to nowe hobby. W trakcie tworzenia własnych kosmetyków liczyłyśmy koszty. Co się okazało? Każda z nas za trzy produkty po 100ml zapłaciłaby tylko 11zł.


Dziękujemy Pani Kasi Enerlich za wspaniałe popołudnie, za naukę, za inspiracje, za zachętę do działania. A może spotkamy się na … kolejnych warsztatach?

21 czerwca 2018

CO SIĘ KOMU ŚNI, A NAWET I NIE ŚNI .

Joanna Kulmowa nie żyje. 
Mówiła: „Trzeba nie przestawać być dzieckiem”.


W niedzielę w Warszawie zmarła Joanna Kulmowa. Pisała wiersze i sztuki teatralne dla dzieci, a także słuchowiska, scenariusze telewizyjne, powieści, opowiadania, poezję. Miała 90 lat.

Poeta to człowiek, który nie zgubił swojej dziecięcej głupoty – uważała Joanna Kulmowa. Jej wiersze pełne inwencji językowej i słów, takich jak „kołdrelie” czy „krześlaki”, są dowodem nie tylko nieskrępowanej wyobraźni, ale też poetyckiej odrębności Kulmowej. Kochało ją za to kilka pokoleń czytelników.


Piękny autoportret stworzyła w wierszu:



„Jaka jestem”
Jaka jestem?
Czasami wysoka wysoka
obłoki szarpię rosochatą głową
porastam igłami
korą sosnową.
Czasem
drobna drobinka
biedronka
pod krzewinkami borówek się błąkam
i myślę że są całym lasem.
Czasem
jestem płomieniem o gorącym jęzorze
śpiewam
pachnę ogniskiem.
Czasem jestem
zielonkawym morzem.
W oczach wyspy dalekie i bliskie.
A czasem jeszcze –
najchętniej najczęściej –
jestem jak niebo szerokie
najszersze
co obejmuje wszystko i jest wszędzie.


20 czerwca 2018

Życie to bajka

 Ewa Minge – projektantka ubrań i akcesoriów; modą i wzornictwem zajmuje się od 1994 roku. Tworzy kolekcje sportowe, weekendowe, biznesowe, koktajlowe i wieczorowe oraz na zamówienie dla konkretnego klienta (haute couture). Jako pierwsza Polka wystawiała swoje projekty na pokazie na Schodach Hiszpańskich w Rzymie. Jej projekty prezentowano w Paryżu obok Domów Mody Christian Dior i Giorgio Armani. Jej kolekcje noszono na najsłynniejszych wybiegach świata w Mediolanie,Wiedniu, Madrycie, Berlinie czy Nowym Yorku.
Jest twórczynią wizerunku uczestniczek Miss Polonia i Elite Model Look. Przewodzi Creative Group. Dwa razy do roku bierze udział w pokazach Ready-to-Wear w Nowym Yorku.
Projektowała ubranka dla lalek Barbie.
Kobieta sukcesu, matka, przyjaciółka, kreatorka.

„Życie to bajka” to książka bardzo osobista, napisana z wielką szczerością, ale również – z lekkością. Ewa Minge przedstawia w niej swoją drogę do sukcesu - realizacji marzeń. Opowiada o rodzinie, o wsparciu, jakie dostała od ukochanych rodziców, od babć i dziadków, o swoim twórczym i otwartym domu. Wiele miejsca poświęca przyjaźni. Podstawą sukcesu według niej są dobre relacje z ludźmi, budowane na wzajemnym szacunku, zaufaniu, życzliwości i trosce, zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. „Nie da się udźwignąć dużych marzeń w pojedynkę. [...] Musisz zaufać ludziom. Relacja z nimi jest tak samo ważna, jak twoja siła i dobry plan. [...] ...sukcesy odnosi się zespołowo.”
Ewa Minge opowiada o tym, że polska moda cierpi na przerost formy nad treścią, komentuje komentarze na temat swojego sukcesu i historii swojej twarzy jakie dotykają ją ze strony...rodaków. Zazdrość, drwina i uporczywość w dociekaniu kwestii osobistych, brak zaś uznania niezaprzeczalnych sukcesów międzynarodowych kwituje jednym zdaniem: „Mamy genialnie uzdolniony naród, tyle, że głównie miernoty biorą się za krytykę.”
Silna, pozytywna, twórcza i bezwzględnie szczera, piękna i inspirująca, kobieta, która udowodniła, że umiejętność bycia blisko generuje rzeczywistość sukcesu.... „Największym darem od losu są ludzie.”
Polecamy – draśnięcia serca gwarantowane!

19 czerwca 2018

"Walki stulecia"

fot.Polskie Radio


Przy okazji rozpoczęcia mundialu sięgamy po literaturę sportową! Choć – dla chwili oddechu – dotyczącą innej dyscypliny.

"Niektórzy toczą walki nudne jak matematyka w liceum, ale nie Andrzej Gołota" – zawołał kiedyś najsłynniejszy komentator boksu w Polsce. Po przeczytaniu książki tegoż korespondenta mogę sparafrazować: Niektórzy pisarze tworzą teksty nudne jak lektury w liceum, ale nie Andrzej Kostyra!

Autora poznałem w czasach licealnych właśnie, gdy zamiast szkolnej lektury wybierałem raczej wyjazdy na gale pięściarskie. Już w pierwszym kontakcie pan Andrzej uraczył mnie kilkoma "kostyryzmami", czyli jego charakterystycznymi porównaniami, które ubogacają sportowe relacje. "Rusza się jak pijak, który goni ostatni pociąg na peronie", "Jest nieustępliwy jak telewizja puszczająca w każde święta Kevina", "Dyszy ciężko jak człowiek, który ma od jutra trenować Górnika Zabrze", "Nokaut jest nieunikniony jak zmarszczki po sześćdziesiątce" – to tylko niektóre z wielu, wielu tekstów pana Andrzeja wypowiedzianych podczas transmisji.

Nic dziwnego, że informacja o pisanej przez niego książce wywołała w środowisku sportowym spore poruszenie. Gdy przystępowałem do lektury "Walk stulecia" znałem już bardzo dobre recenzje tej książki i uznanie jakie zdobyła, nie tylko u osób zainteresowanych sportami walki.

 fot. sporteuro.pl

W ostatnim czasie coraz większą popularność zdobywają książki na temat sportu i jego bohaterów. Jeszcze kilka lat temu rzadko pojawiały się takie pozycje, lecz obecnie stały się bardzo popularne. Fani tego rodzaju książek powinni zwrócić szczególną uwagę na publikację pana Kostyry.

Książka "Walki stulecia" opisuje wybrane przez pana Andrzeja pojedynki, które przeszły do historii boksu zawodowego. Opisane są kulisy, kontrowersje, okoliczności. Przybliżone są sylwetki słynnych pięściarzy, cała gama charakterów i ludzkich historii. Poznajemy opryszków i ludzi o wielkiej klasie, osoby z marginesu i postacie godne naśladowania. Książka ma bohaterów dobrych i złych.

Bez względu na to czy autor opisuje walkę z czasów przedwojennych, czy walkę z ostatnich lat, ładunek emocjonalny jest podobny. To największa zaleta tej książki. Czytam książkowy opis, a jest on na tyle dynamiczny, że zaczynam odczuwać napięcie i emocje związane z pojedynkiem. Czekam co będzie dalej, zastanawiam się kto przechyli szalę zwycięstwa na swoją korzyść, a po przeczytaniu opisu szukam w internecie archiwalnego zapisu wideo. To co Andrzej Kostyra potrafi zrobić relacjonując walkę – mówi tak żywo, że nie usnę nawet gdy walka wieczoru jest o pierwszej w nocy – zdołał przełożyć na książkę.

Książkę można wypożyczyć w Miejskiej Bibliotece Publicznej w ostródzkim zamku i dowiedzieć się, który pięściarz przyjął 1200 uderzeń podczas jednej walki, jaki jest element łączący Tomasza Adamka z Al Capone, który pięściarz był wykorzystywany przez propagandę hitlerowską jako dowód niemieckiej wyższości oraz jak wygląda ring otoczony przez ponad osiemdziesięciotysięczną publiczność (publikacja zawiera bowiem wiele unikatowych fotografii).

Zachęcam do lektury!

fot. Super Express



12 czerwca 2018

Recepta na zgubioną duszę

Czy jest możliwe zgubienie własnej duszy? W jakich okolicznościach może do tego dojść? Czy człowiek potrafi zauważyć, że ją zgubił? Czy istnieje sposób na jej odzyskanie?
„Zgubiona dusza” - tekst: Olga Tokarczuk, ilustracje: Joanna Concejo. Tekst zajmuje około 3 stron, natomiast ilustracje 20. W zeszłym roku książka zdobyła wyróżnienie na Targach Książki dla Dzieci w Bolonii. BolognaRagazzi Award to jedna z najważniejszych nagród w branży literatury dziecięcej. Dlaczego zaznaczyłam ilość stron i ilustracji? Celowo, żeby wskazać, jak jest to ważne w tej książce. Dla mnie jest ona rodzajem pickers booka dla nas dorosłych, dla osób, które potrafią zauważyć jej niepowtarzalny klimat stworzony przez dominujące ilustracje, zamglone, nostalgiczne, pokazujące codzienne życie i otaczający nas świat, idealnie łączące się z tekstem.
„Ilustracje dają przestrzeń, w której odpoczywa umysł. Ale dzięki nim również słowa nagle stają się znacznie bogatsze”, cytując za Olgą Tokarczuk. Opowiedziana w niej jest historia Jana, człowieka bardzo zapracowanego, będącego niemal ciągle w podróżach służbowych, sypiającego częściej w pokojach hotelowych niż we własnym domu. Jan żyje i funkcjonuje, mając poczucie wpisania swojego życia w schemat porównany do kratki z kartki papieru. Dochodzi do sytuacji, kiedy budząc się w jednym z pokoi hotelowych czuje, że nie ma czym oddychać, że nie za bardzo wie, gdzie jest i po co tu przyjechał, a nawet, że zapomniał jak ma na imię. Sytuacja ta spowodowała, że udał się do „starej i bardzo mądrej lekarki”. Kiedy opowiedział jej o tym, w jaki sposób żyje i że przestał właściwie czuć cokolwiek, lekarka postawiła diagnozę: zbyt intensywne życie - dusza nie nadąża. Wypisała receptę. Należy znaleźć sobie jakieś swoje miejsce, usiąść tam i czekać. Jan znalazł domek na skraju miasta i w nim po prostu czekał. Aż pewnego dnia w drzwiach jego domu stanęła jego dusza „zmęczona, brudna, podrapana”, a „Jan bardzo się starał by od tej pory nie robić nic szybciej, niżby mogła nadążyć za tym jego dusza”.
Polecam tę książkę wszystkim tym, którzy potrafią docenić siłę słów zawartych w tak małej ilości tekstu i zauważyć niezwykły klimat wynikający z idealnego łączenia się ich z ilustracjami. Tak mogę śmiało powiedzieć, że przepisuję ją na receptę , wszystkim tym, którzy czują, że zgubili swoją duszę.

Ag.

Potencjał przedmieść







Tydzień zakończyliśmy odczytem dr. Wiesława Skrobota o miastotwórczym potencjale przedmieść w ramach Spotkań z Historią Bliską. Od rysu historycznego, wskazującego założenie miasta z uwzględnieniem przedmieść, po współczesną strukturę miasta i aktualną sytuację architektoniczną tych terenów. Prelegent przedstawił nam możliwości zintegrowania wschodnich przedmieść Ostródy ze zwartą strukturą miasta.
Miasta specyficznego, jeżeli chodzi o strukturę, ponieważ podzielonego przez tory kolejowe na dwie części, co powoduje także duże utrudnienia komunikacyjne.
Okazuje się, że wiele działań byłoby możliwych, gdyby mieszkańcy partycypowali niektóre inicjatywy, wpływające na połączenie różnych przestrzeni miejskich Ostródy.